Jannik Sinner i Aryna Sabalenka oficjalnie wycofali się z bojkotu mediów tuż przed rozpoczęciem pierwszych meczów Wimbledonu. Liderzy rankingów ATP i WTA, reprezentujący grupę niezadowolonych zawodników, doszli do porozumienia z władzami All England Club po serii konstruktywnych spotkań przeprowadzonych w miniony weekend. Kryzys, który groził przerwaniem obowiązków medialnych, został zażegnany w kluczowym momencie dla londyńskiego szlema.
Kością niezgody pozostaje podział przychodów z turniejów wielkoszlemowych. Tenisiści domagają się zwiększenia puli nagród do poziomu 22 procent przychodów, podczas gdy Wimbledon zaoferował 20 procent, co oznacza wzrost o ponad 10 milionów funtów. Zawodnicy planowali opuszczać konferencje prasowe po zaledwie 15 minutach, powtarzając protest z tegorocznego Roland Garros. Choć bojkot zawieszono, gracze podkreślają, że fundamentalne kwestie finansowe wciąż nie zostały w pełni rozwiązane.
Walka o miliony i przyszłość tenisa
Władze Wimbledonu, w tym Tim Henman i Anne Keothavong, nie kryły rozczarowania postawą sportowców przed osiągnięciem porozumienia. Henman zaznaczył, że model biznesowy turnieju różni się od innych, ponieważ 90 procent zysków trafia do brytyjskiej federacji LTA. „Uważamy, że 20-procentowy wzrost nagród to znaczący krok, więc utrzymanie bojkotu mediów na poziomie 15 minut było z naszej perspektywy rozczarowujące” – przyznał były tenisista w rozmowie z BBC.
Organizatorzy odpierają zarzuty o brak wsparcia dla niżej notowanych graczy, wskazując na ogromne podwyżki w eliminacjach oraz 80 tysięcy funtów za sam udział w pierwszej rundzie. „Turniej zdecydowanie stoi po tej samej stronie co zawodnicy. Chcemy, aby gracze uczestniczyli w sukcesie imprezy, ale potrzebujemy konstruktywnych dyskusji” – stwierdziła Keothavong. Wimbledon zobowiązał się do przedstawienia konkretnych propozycji jeszcze w trakcie trwania turnieju, który potrwa do 12 lipca.
