Aston Martin wreszcie przełamał niemoc, która trzymała zespół w strefie spadkowej przez pierwsze dziesięć weekendów sezonu 2026. Fernando Alonso zdołał awansować do drugiej części kwalifikacji na Węgrzech, co jest bezpośrednim efektem wprowadzenia ogromnego pakietu poprawek aerodynamicznych. Inżynierowie przeprojektowali przednią część auta, sekcje boczne oraz podłogę, co przełożyło się na wymierne zyski czasowe.
Analiza danych pokazuje brutalną prawdę o wcześniejszej formie zespołu. Przed GP Węgier Aston Martin tracił średnio ponad 5 procent do liderów, co na dystansie 90-sekundowego okrążenia oznaczało stratę rzędu 4,7 sekundy. Zespół fizycznie stawał się wolniejszy na tle rywali, którzy regularnie wprowadzali drobne ulepszenia. Dopiero radykalna zmiana konstrukcji w Budapeszcie pozwoliła odrobić znaczną część tego dystansu i realnie włączyć się do walki w środku stawki.
Sekundy urwane na torze Hungaroring
Wyliczenia wskazują, że nowe części dały bolidowi Alonso od 1,5 do nawet 2,1 sekundy zysku na jednym okrążeniu, zależnie od długości toru. Na Węgrzech strata do najszybszego Lando Norrisa spadła do 3,369 procent, co jest gigantycznym skokiem w porównaniu do GP Belgii. Tam Alonso stracił do Kimiego Antonelliego aż 5,641 sekundy. Gdyby zespół nie wprowadził poprawek na Hungaroring, oba bolidy prawdopodobnie zamknęłyby stawkę w ostatniej linii startowej.
Choć tempo wyścigowe pozostaje zagadką ze względu na brak długich przejazdów, szacuje się, że Aston Martin jest teraz o około 0,7-0,8 sekundy szybszy od bolidów Cadillac. To kluczowy krok w misji ratunkowej zespołu, który do tej pory zmagał się z ogromnymi problemami z niezawodnością i brakiem rozwoju. Fernando Alonso w końcu dysponuje maszyną, która pozwala mu na coś więcej niż tylko walkę o przetrwanie w pierwszej sesji kwalifikacyjnej.
