Carlos Alcaraz wrócił na kort w wielkim stylu, pokonując Romana Safiullina 6:4, 6:4, 6:4 w pierwszej rundzie US Open 2026. Mimo przekonującego zwycięstwa na Arthur Ashe Stadium, hiszpański tenisista nie ukrywał, że powrót po czteromiesięcznej przerwie był dla niego ogromnym wyzwaniem psychicznym.
Dla wicelidera rankingu był to pierwszy oficjalny występ w singlu od 14 kwietnia, kiedy to podczas turnieju w Barcelonie doznał urazu prawego nadgarstka. Przerwa trwająca ponad cztery i pół miesiąca sprawiła, że 23-letni zawodnik przystępował do rywalizacji w Nowym Jorku z dużym bagażem niepewności. Choć w całym spotkaniu tylko raz stracił własne podanie, przyznał, że w jego głowie pojawiały się czarne scenariusze dotyczące wytrzymałości fizycznej w formacie do trzech wygranych setów. Według zagranicznych doniesień, Alcaraz zmagał się z natrętnymi myślami dotyczącymi stanu zdrowia jeszcze przed rozpoczęciem turnieju, co czyni jego powrót bezpośrednio na wielkoszlemowe korty decyzją niezwykle odważną.
„Nie będę kłamał, w trakcie meczu pojawiły się pewne wątpliwości. Zastanawiałem się, czy wytrzymam to spotkanie, grając cztery lub pięć setów. Miałem małe obawy, ale starałem się o wszystkim zapomnieć i skupić na rzeczach, które musiałem poprawić” – wyznał Carlos Alcaraz bezpośrednio po zakończeniu pojedynku. Siedmiokrotny triumfator turniejów wielkoszlemowych podkreślił, że mimo braku rytmu meczowego, jest dumny ze swojej postawy mentalnej i opanowania nerwów w kluczowych momentach. Hiszpan zaznaczył, że z każdym kolejnym dniem jego poziom tenisa powinien rosnąć, a kluczem do sukcesu będzie teraz zbieranie kolejnych minut na korcie.
Spotkanie z zajmującym 99. miejsce w rankingu Safiullinem trwało dwie godziny i 22 minuty, a Alcaraz zakończył je z poczuciem dobrze wykonanego zadania pod względem fizycznym.
