Widzew Łódź wykłada na stół gotówkę, chcąc za wszelką cenę sprowadzić Steve’a Kapuadiego, jednak Legia Warszawa wciąż nie zaakceptowała tych warunków. Czy to może oznaczać, że do przenosin zawodnika ostatecznie nie dojdzie?
Choć Łodzianie poszukują lewonożnego stopera, Tomasz Włodarczyk z portalu „Meczyki” studzi emocje, twierdząc, że transakcja wcale nie jest przesądzona.
– „Legia ma ofertę na stole. Co jest bardzo kuszące, to Widzew chce zapłacić za Kapuadiego w jednej płatności – to nie jest rozłożone na raty. Legia oczywiście będzie musiała oddać procent z zysku od transferu Wiśle Płock” – wyjaśnił dziennikarz.
Mimo atrakcyjnej formy zapłaty, przy Łazienkowskiej wciąż nie zapadła ostateczna decyzja:
– „Na teraz Legia nie zaakceptowała tych warunków. Nie ma odpowiedzi do Widzewa. Ten transfer nie jest jeszcze przesądzony” – dodał Włodarczyk.
Tak jednoznaczna wypowiedź dziennikarza, który specjalizuje się w rynku transferowym, pokazuje, że złudne może okazać się przeświadczenie, iż Kapuadi jest już w zasadzie piłkarzem Widzewa i nic nie może się wydarzyć, by stało się inaczej.
Wśród komentatorów w tej sprawie narasta krytyka dotycząca polityki transferowej Widzewa, któremu zarzuca się brak planu i przepłacanie za zawodników. Włodarczyk sądzi jednak, iż wybór Kapuadiego to efekt ogromnych trudności w znalezieniu na rynku gracza o specyficznym profilu. Nawet wielomilionowe kwoty nie gwarantowały sukcesu w poszukiwaniach lewonożnego defensora.
– „Widzew przez całe zimowe okno transferowe nie był w stanie wyciągnąć za sensowne pieniądze żadnego lewonożnego środkowego obrońcy. Było to trudne nawet przy kwocie czterech-pięciu milionów euro” – tłumaczył sytuację redaktor naczelny „Meczyków”.
Widzew miał zdecydować się na ruch w kierunku Legii, wykorzystując fakt, że Kapuadi nie trafił ostatecznie do Włoch.
