Kibice Wisły Kraków nie mogą doczekać się awansu do Ekstraklasy, jednak postawa piłkarzy tego klubu sprawiła, że nawet wygrana w najbliższej kolejce jeszcze nie da „Białej Gwieździe” stuprocentowej pewności końcowego sukcesu.
Po trzydziestu kolejkach Wisła Kraków ma na koncie 59 punktów, co daje jej przewagę dziewięciu oczek nad trzecią w tabeli Wieczystą Kraków. Triumf ze Stalą Rzeszów pozwoliłby liderowi dobić do 62 punktów — i tu właśnie wyłania się scenariusz, który spędza sen z powiek kibicom zadającym sobie pytanie o natychmiastowy awans.
Odpowiedź brzmi: jeszcze nie. Aby Wisła zachowała pewność pierwszego miejsca mimo ewentualnej wygranej, musiałby się ziścić układ zdarzeń graniczący z fantastyczną fikcją.
Gdyby Wieczysta zwyciężała we wszystkich pozostałych spotkaniach — w tym niedzielnym meczu z Pogonią Grodzisk Mazowiecki — i jednocześnie Wisła po wygranej w Rzeszowie nie zdobyłaby już ani jednego punktu do końca sezonu, różnica punktowa między obiema drużynami mogłaby zejść do zera. Wówczas Wieczysta „przskoczyłaby” Wisłę Prawdopodobieństwo takiego obrotu wydarzeń jest jednak, jak przyznają sami kibice lidera, mikroskopijne.
Znacznie bardziej realnym zmartwieniem jest scenariusz, w którym Wisła w Rzeszowie nie wróci z kompletetem punktów — a takiej możliwości nie wolno lekceważyć.
„Biała Gwiazda" na wyjazdową wygraną w rozgrywkach na zapleczu Ekstraklasy czeka od listopada ubiegłego roku. To seria, która staje się coraz bardziej kłopotliwa w kontekście finiszu sezonu, szczególnie gdy stawka rośnie z każdą kolejką. Remis lub porażka w Rzeszowie komplikowałyby sytuację lidera w sposób, który przed tygodniem wydawał się niepotrzebny.
Okoliczności zewnętrzne sprzyjają jednak Krakowianom. Stal Rzeszów zajmuje 12. miejsce z 39 punktami — odległość od strefy spadkowej jest wystarczająca, by pozwalać sobie na brak mobilizacji, a do czołówki i tak daleko. Rzeszowianie nie grają już o nic. Ostatnie cztery mecze tej drużyny zakończyły się porażkami, co dobitnie obrazuje postępujące spowolnienie w końcówce sezonu. Dla Wisły trudno wyobrazić sobie bardziej sprzyjającego rywala, by wreszcie przełamać wyjazdową niemoc — i uczynić kolejny krok ku powrotowi do najwyższej klasy rozgrywkowej.
