Mimo zwycięstwa 4:2 nad Fiorentiną i hat-tricka Bartosza Mazurka, Jagiellonia Białystok żegna się z Ligą Konferencji, a świetna postawa zespołu oraz wygasający kontrakt trenera Adriana Siemieńca nasilają spekulacje o jego odejściu do silniejszej ligi.
Jagiellonia Białystok wygrała rewanżowe spotkanie 1/16 finału Ligi Konferencji z Fiorentiną 4:2, odrabiając trzybramkową stratę z pierwszego meczu (0:3), chociaż wydawało się to niemożliwe do osiągnięcia. Bohaterem spotkania został Bartosz Mazurek, który dzięki trzem trafieniom doprowadził do remisu w dwumeczu i wymusił dogrywkę.
„To, co dziś osiągnął, zostanie z nim do końca życia. Wierzę, że to dopiero pierwszy krok w jego wielkiej karierze. Ta historia pokazuje jedno: warto być odważnym, warto wierzyć w to, co się robi i konsekwentnie iść wyznaczoną drogą, pilnując własnej tożsamości” - skomentował na gorąco po meczu szkoleniowiec Jagiellonii w rozmowie z Polsatem Sport.
Przed spotkaniem w Białymstoku włoscy dziennikarze pytali się o prawidłową wymowę nazwiska Adriana Siemieńca. Wówczas trener z miną bardzo poważną stwierdził, iż wkrótce będą go pamiętać. I chociaż po starciu w Polsce brzmiało to jak żart, to już rewanż całkowicie odmienił tę sytuację.
„Cieszy mnie nie tyle moje nazwisko, co fakt, że Florencja i Fiorentina zapamiętają Jagiellonię. My również zapamiętamy ten mecz na długo. Mimo że nasza europejska przygoda w tym sezonie dobiega końca, nie mamy się czego wstydzić” – powiedział trener aktualnego lidera Ekstraklasy.
Sukces sportowy we Włoszech zbiega się w czasie z niepewną sytuacją kontraktową szkoleniowca. Adrian Siemieniec, który niedawno związał się z nową agencją menedżerską, wciąż nie przedłużył umowy z Jagiellonią.
Trener nie ukrywa, że jego celem jest praca w czołowych ligach europejskich, co w kontekście wygranej nad Fiorentiną nabiera nowego znaczenia. Mimo to, cały czas koncentruje się na tym, by obecnej drużynie dać możliwie jak najwięcej.
„Moje marzenia pozostają aktualne – praca w Serie A czy innej silnej lidze europejskiej to cel, do którego dążę. Jednak jedyne, na co mam realny wpływ, to moja codzienna praca. Drużyna jest moją wizytówką – to, jak wygląda i jakie wyniki osiąga” – jasno stwierdził Siemieniec.
Szkoleniowiec zaznaczył również, że zespół musi natychmiast skupić się na niedzielnym meczu ligowym, na który po wyczerpującym starciu we Włoszech zostało ekstremalnie mało czasu.
