Marsylia wyrasta na jednego z głównych faworytów w wyścigu o podpis Amissaha, ale to doniesienia z Hiszpanii elektryzują kibiców. Julian Alvarez wyrasta na główny cel transferowy Barcelony, która widzi w nim idealnego następcę Roberta Lewandowskiego. Jak donoszą media, Argentyńczyk miał już zakomunikować władzom Atletico Madryt chęć przenosin do stolicy Katalonii jeszcze tego lata.
Prezes Joan Laporta zamierza osobiście nadzorować negocjacje z dyrektorem sportowym Atletico Madryt, Mateu Alemany'm. Barcelona przygotowała ofertę opiewającą na 70-75 mln euro, którą chce uzupełnić włączeniem jednego ze swoich piłkarzy do transakcji. Choć nie padły konkretne nazwiska, wcześniej w kontekście Madrytu pojawiało się nazwisko Ferrana Torresa. Operacja zapowiada się na wyjątkowo trudną, ponieważ kontrakt napastnika obowiązuje aż do 2030 roku.
Determinacja Barcelony i milczenie Alvareza
Atletico Madryt twardo stoi przy stanowisku, że ich gwiazdor nie jest na sprzedaż i klub nie ma potrzeby rozważania ofert. Sam zawodnik unika jasnych deklaracji dotyczących swojej przyszłości. Przed meczem Ligi Mistrzów z Arsenalem Alvarez przyznał, że nie może tracić energii na ciągłe dementowanie plotek transferowych. Media w Hiszpanii zauważają jednak, że napastnik konsekwentnie odmawia dawania jakichkolwiek gwarancji pozostania w obecnym zespole na kolejny sezon.
W cieniu sagi z Alvarezem wyjaśnia się sytuacja Marcusa Rashforda, który priorytetowo traktuje pozostanie w Barcelonie. Anglik nie wykazuje zainteresowania powrotem do Manchesteru United i jest gotowy na znaczną obniżkę wynagrodzenia, aby ułatwić klubowi domknięcie formalności. Hansi Flick ma zatem coraz jaśniejszy obraz kadry, podczas gdy Laporta szuka pośredników, którzy pomogą sfinalizować rekordowe przenosiny Argentyńczyka z Madrytu.
