Formuła 1 stoi przed logistycznym wyzwaniem, które może całkowicie odmienić kalendarz końcówki sezonu 2026. Choć wyścigi w Katarze i Abu Zabi pozostają w planach, narastający konflikt na Bliskim Wschodzie sprawia, że organizatorzy przygotowują scenariusz ratunkowy. Decyzja o tym, czy sezon zakończy się zgodnie z planem, zapadnie najpóźniej w połowie września.
Stefano Domenicali, dyrektor generalny F1, otwarcie przyznaje, że federacja obserwuje ruchy innych serii, takich jak WEC, które już zrezygnowały z rund w tym regionie. W przypadku odwołania wyścigów w Katarze i Abu Zabi, Formuła 1 nie zamierza szukać zastępstwa w Ameryce Północnej. Zamiast tego, królowa motorsportu ma powrócić na Stary Kontynent, co byłoby bezprecedensowym ruchem w grudniowym terminie.
Dlaczego Las Vegas nie ugości finału?
Mimo spekulacji o podwójnym wyścigu w Las Vegas, Domenicali kategorycznie wykluczył taką możliwość. Przeszkodą okazuje się nie tylko chęć ochrony prestiżu rosnącego wydarzenia, ale przede wszystkim potężna konkurencja w postaci NFL. Święto Dziękczynienia w USA to czas zdominowany przez futbol amerykański, a F1 chce uniknąć bezpośredniego starcia o widza z tak gigantycznym rywalem na jego własnym terenie.
„Mogę zagwarantować, że nie zrobimy kolejnego wyścigu w USA. Istniała możliwość zorganizowania dwóch wyścigów w Las Vegas, ale nie chcemy psuć czegoś, co rośnie, poprzez niedocenianie tego, co tam robimy” – wyjaśnił Stefano Domenicali. Szef F1 podkreślił, że jedyną realną alternatywą pozostaje Europa, nawet jeśli wiąże się to z ryzykiem niskich temperatur czy opadów śniegu na początku grudnia.
Najpoważniejszym kandydatem do przejęcia roli gospodarza finału jest włoska Imola. Inne tory, jak te w Turcji czy Portugalii, wymagają prac modernizacyjnych, by spełnić standardy na rok 2026. Domenicali zauważa z przekąsem, że statystycznie temperatury w Europie w tym okresie bywają wyższe niż te, które towarzyszą kierowcom podczas nocnych zmagań w Las Vegas, co czyni ten pomysł wykonalnym.
