Jack Draper wyrasta na jednego z głównych bohaterów spekulacji przed nadchodzącym US Open. Brytyjczyk, który z powodu problemów zdrowotnych musiał wycofać się z turnieju w Waszyngtonie, otrzymał właśnie czytelny sygnał od organizatorów nowojorskiego szlema.
Sytuacja tenisisty jest skomplikowana, ponieważ przez liczne urazy wypadł z czołowej setki rankingu ATP. To oznacza, że teoretycznie powinien walczyć o miejsce w turnieju głównym poprzez kwalifikacje. Jednak oficjalne potwierdzenie jego udziału w turnieju miksta u boku Jessiki Peguli zmienia postać rzeczy. Ponieważ mecze tej kategorii pokrywają się z terminem eliminacji singla, jest niemal pewne, że Draper otrzymał już obietnicę dzikiej karty do głównej drabinki. Trudno przypuszczać, by zawodnik pod wodzą Andy'ego Murraya przedłożył grę podwójną nad walkę o punkty w singlu.
Statystyki przemawiają za Brytyjczykiem
Amerykańska federacja USTA rzadko przyznaje dzikie karty zawodnikom spoza USA, ale Draper ma w ręku mocne argumenty. W 2024 roku dotarł w Nowym Jorku aż do półfinału, eliminując po drodze takich graczy jak Alex de Minaur czy Tomas Machac. Dopiero Jannik Sinner zdołał zatrzymać go w drodze po tytuł. Brytyjczyk legitymuje się na kortach US Open imponującym wskaźnikiem 79 procent wygranych meczów, co czyni go jednym z najbardziej efektywnych graczy w tej lokalizacji. To właśnie te wyniki mogą przekonać włodarzy turnieju do przyznania mu bezpośredniej przepustki.
Obecnie Draper zmaga się z kolejnym pechowym okresem, który zmusił go do rezygnacji z Wimbledonu i startu w Waszyngtonie. Mimo to współpraca z nowym trenerem i powrót na ulubione korty twarde dają nadzieję na przełamanie złej passy. Jeśli doniesienia o dzikiej karcie się potwierdzą, Brytyjczyk uniknie wyczerpujących kwalifikacji i skupi się na powtórzeniu sukcesu sprzed dwóch lat. Decyzja o występie w mikście z Pegulą, z którą w 2025 roku dotarł do półfinału, sugeruje, że organizatorzy bardzo chcą zatrzymać go w turnieju jak najdłużej.
