Barcelona wyrasta na klub, który potrafi zadziwić rynek transferowy swoimi wewnętrznymi decyzjami. Andreas Christensen, 30-letni środkowy obrońca, zostaje w stolicy Katalonii na kolejne dwa lata. Jak donoszą media, klub i zawodnik osiągnęli już pełne porozumienie w sprawie nowej umowy.
Decyzja ta budzi spore emocje, ponieważ wkład Duńczyka w wyniki zespołu w ostatnich dwóch latach jest znikomy. Christensen rozegrał w tym czasie zaledwie 23 spotkania, co jest wynikiem nękających go nieustannie kontuzji. W obecnym sezonie spędził na boisku tylko 515 minut. Mimo to prezydent Joan Laporta od stycznia dążył do zatrzymania defensora, a trener Hansi Flick publicznie wypowiadał się o nim w samych superlatywach. Od momentu darmowego transferu z Chelsea, zawodnik uzbierał 97 występów w barwach Blaugrany.
Drastyczna obniżka pensji i odrzucone miliony z Arabii
Negocjacje trwały miesiącami i nie należały do najłatwiejszych ze względu na sytuację finansową klubu. Barcelona postawiła twardy warunek: nowa umowa wiąże się ze znaczną obniżką wynagrodzenia. Christensen przystał na te warunki, odrzucając jednocześnie lukratywne oferty z Arabii Saudyjskiej, które pojawiły się tego lata. Kluczowym argumentem była chęć dalszego życia w Barcelonie oraz zaufanie, jakim obdarzył go Flick. Piłkarz wierzy, że w przyszłym sezonie odegra w zespole istotną rolę, jeśli tylko zdrowie mu na to pozwoli.
Pozostanie Christensena w kadrze ma bezpośredni wpływ na letnie plany transferowe Barcelony. Klub prawdopodobnie zrezygnuje z kosztownego zakupu nowego środkowego obrońcy, co ucisza plotki o transferze Alessandro Bastoniego. Obecnie Flick ma do dyspozycji Pau Cubarsiego, Ronalda Araujo oraz Gerarda Martina. Jeśli Barcelona zdecyduje się na jakiekolwiek wzmocnienia w tej formacji, najpierw będzie musiała kogoś sprzedać. Eric Garcia może natomiast zostać przesunięty na prawą obronę, co domyka kadrę defensywną na nadchodzące rozgrywki.
