Barcelona wyrasta na głównego negocjatora w sprawie przyszłości Andreasa Christensena, oferując mu nowy kontrakt. Jak donoszą media, propozycja klubu wywołała spore zaskoczenie w środowisku piłkarskim. Choć obrońca zmaga się z urazami, Katalończycy chcą go zatrzymać, ale wyłącznie na własnych, bardzo rygorystycznych zasadach finansowych.
Szczegóły przedstawione przez Sport nie pozostawiają złudzeń co do intencji władz z Camp Nou. Nowa umowa ma obowiązywać przez dwa lata, ale zakłada obniżkę wynagrodzenia o blisko 50 procent w stosunku do obecnych zarobków. Klub docenia profesjonalizm 29-latka, jednak jego długa lista kontuzji sprawia, że Barcelona nie zamierza przepłacać za zawodnika, który w ostatnich trzech sezonach regularnie wypadał z gry. Obecnie Duńczyk pauzuje do maja, choć wznowił już indywidualne treningi na murawie.
Transferowy zwrot i możliwy następca z Włoch
Sytuacja Christensena staje się jeszcze trudniejsza w obliczu doniesień o potencjalnym następcy. Alessandro Bastoni miał już powiedzieć „tak” Barcelonie, co otwiera drogę do przebudowy defensywy. Jeśli klub sfinalizuje transakcję z Włochem, przyszłość Duńczyka w zespole stanie pod znakiem zapytania. Agent piłkarza otrzymał już dokumenty, ale do tej pory nie przekazał żadnej odpowiedzi. Brak reakcji sugeruje, że zawodnik może poważnie rozważać odejście i przetestowanie swojej wartości na rynku jako wolny agent.
Wcześniej Christensen deklarował, że jego priorytetem jest pozostanie w stolicy Katalonii, ale drastyczne cięcia płacowe mogą zmienić jego nastawienie. Kluczowe dla dalszych losów obrońcy będzie to, czy zdoła odzyskać pełną sprawność jeszcze przed końcem bieżących rozgrywek. Forma fizyczna zawodnika wpłynie nie tylko na ostateczną decyzję Barcelony, ale także na zainteresowanie ze strony innych europejskich marek. Na ten moment klub czeka na ruch ze strony Duńczyka, który po czterech latach w Hiszpanii stoi przed najtrudniejszym wyborem w karierze.
