To rzadka sytuacja w Formule 1, by kierowcy musieli stawiać się przed obliczem sędziów FIA jeszcze przed wyjazdem na tor. Taki los spotkał jednak Lando Norrisa i Charlesa Leclerca w Monako. Obaj zawodnicy otrzymali oficjalne wezwanie na piątek, co wywołało spore poruszenie w mediach.
Powodem interwencji sędziów jest naruszenie artykułu B10.1.1a regulaminu sportowego FIA. Chodzi o spóźnienie na oficjalną czwartkową konferencję prasową. Choć sprawa wydaje się błaha, federacja traktuje obowiązki medialne niezwykle poważnie. Obecny format spotkań z dziennikarzami zakłada podział sześciu kierowców na dwie grupy, co ma zapewnić równą uwagę mediów i uniknąć chaosu, który zdarzał się w przeszłości.
Surowa dyscyplina w świecie Formuły 1
FIA pod wodzą Mohammeda Ben Sulayema zaostrzyła kurs wobec zawodników. W 2024 roku Leclerc musiał zapłacić 10 tysięcy euro kary za przekleństwo w Meksyku, a Max Verstappen został skazany na prace społeczne za niewłaściwy język w Azerbejdżanie. Spóźnienie na transmitowaną na żywo konferencję jest uznawane za mniejsze wykroczenie, ale wciąż budzi niezadowolenie władz sportowych i posiadacza praw komercyjnych.
Historia pokazuje, że z takich opresji można wyjść obronną ręką. W Austrii Max Verstappen uniknął kary za spóźnienie, ponieważ zespół wcześniej powiadomił FIA o korkach na drodze do toru. Sędziowie uznali wtedy, że podjęto wszelkie rozsądne środki, by zdążyć na czas. Teraz Norris i Leclerc muszą udowodnić, że ich czwartkowa nieobecność na czas miała równie solidne uzasadnienie.
