Aryna Sabalenka wyrasta na liderkę buntu czołowych tenisistek, które domagają się sprawiedliwego podziału pieniędzy w turniejach Wielkiego Szlema. Razem z Coco Gauff i Jeleną Rybakiną otwarcie mówi o możliwym bojkocie najważniejszych imprez. Choć podczas tegorocznego Roland Garros do protestu nie doszło, napięcie między zawodniczkami a organizatorami stale rośnie.
Po zwycięstwie nad Jessicą Bouzas Maneiro w pierwszej rundzie paryskiego turnieju, Sabalenka musiała zmierzyć się z atakiem podczas konferencji prasowej. Jeden z dziennikarzy wprost zapytał ją o hipokryzję. Przedstawił porównanie między jej walką o wyższe nagrody a noszeniem przez nią niezwykle drogich diamentów. Pytanie wyraźnie zaskoczyło zawodniczkę, która postanowiła natychmiast uciąć te spekulacje i wyjaśnić swoje intencje.
Ostra riposta tenisistki w Paryżu
Sabalenka podkreśliła, że jej sytuacja finansowa jest stabilna i nie walczy o pieniądze dla siebie. Wyjaśniła, że celem jest wsparcie niżej notowanych graczy, którzy mają trudności z przetrwaniem w zawodowym tourze. Tenisistka chce, aby większy procent przychodów trafiał do zawodników wracających po kontuzjach oraz do młodego pokolenia. Według niej łączenie jej prywatnego majątku z walką o systemowe zmiany w dystrybucji nagród jest całkowicie bezzasadne.
Solidarność zawodników objawiła się już wcześniej, gdy Sabalenka skróciła swoją pierwszą konferencję w Paryżu w ramach wspólnego protestu graczy ATP i WTA. Tenisistka zaznaczyła, że środowisko jest zjednoczone w swoich postulatach. Teraz zawodniczka czeka na wyłonienie kolejnej rywalki, którą będzie Linda Fruhvirtova lub Elsa Jacquemot. W jej sekcji drabinki znajdują się również Iva Jovic, Naomi Osaka oraz Emma Navarro.
