To miał być spacerek i pewny awans, tymczasem skończyło się kompromitacją. FCSB po raz drugi przegrało ze Shkendiją Tetovo i odpadło z eliminacji do Ligi Mistrzów. Najmocniej porażka wybrzmiewa w kontekście słów Mihai Stoiki – dyrektora generalnego rumuńskiego klubu – który jeszcze przed rewanżem nazwał macedońskich rywali... „słabszymi niż zespoły z drugiej ligi w Rumunii”.
Lekcja pokory dla rumuńskiej piłki
Po pierwszym meczu, przegranym 0:1 w Macedonii, Mihai Stoica w mediach nie przebierał w słowach.
– To najsłabszy zespół, z jakim się mierzyliśmy. Słabsi niż nasze drużyny z Ligi 2. Jeśli z takimi przegrywamy, to nie mamy czego szukać w Europie – grzmiał w Prima Sport.
Dodawał, że porażka to „blokada mentalna” i że w rewanżu „trzeba rozstrzygnąć mecz już do przerwy”.
Los chciał jednak inaczej. W rewanżu FCSB znów musiało uznać wyższość Shkendiji. Macedończycy wygrali 2:1, a rumuńska drużyna żegna się z marzeniami o Champions League już w lipcu.
Po końcowym gwizdku trudno było nie odnieść wrażenia, że to słowa wypowiedziane kilka dni wcześniej przez Stoikę będą teraz najczęściej cytowane. Krytyka, kpina i otwarte lekceważenie Shkendiji zamieniły się w bolesną ironię – bo właśnie ta „najgorsza drużyna”, jak to ujął dyrektor FCSB, okazała się zbyt dobra dla rumuńskiego mistrza.
Dla kibiców FCSB i rumuńskiej piłki to potężny cios. Dla Shkendiji – triumf ponad oczekiwania. A dla Stoiki? Niezapomniana lekcja pokory.
