Zak Brown określił zamieszanie wokół stopnia sprężania w silnikach Mercedesa mianem typowej polityki Formuły 1. Szef McLarena zapewnia, że jednostki napędowe są w pełni zgodne z przepisami.
Spór dotyczy silników V6, w których przepisowy stopień sprężania wynosi 16:1. Audi, Honda i Ferrari podejrzewają, że Mercedes znalazł sposób na ominięcie tego limitu podczas pracy silnika w wysokich temperaturach, mimo zachowania norm w testach statycznych FIA. Brown porównuje tę sytuację do słynnych podwójnych dyfuzorów z przeszłości. Jego zdaniem rywale wyolbrzymiają sprawę, by zniwelować rzekomą przewagę technologiczną producenta, który dostarcza silniki także ekipom Williams i Alpine.
Podczas prezentacji bolidu MCL40 Brown podkreślił, że inżynierowie Mercedes HPP wykonali świetną robotę, a silnik przeszedł wszystkie wymagane testy. FIA rozważa wprowadzenie dodatkowych czujników lub badań na rozgrzanych jednostkach, jednak każda zmiana wymaga uzyskania superwiększości głosów. Oznacza to konieczność poparcia przez czterech z pięciu producentów oraz władze sportu. W procesie tym musiałoby uczestniczyć także Red Bull-Ford Powertrains, które początkowo łączono z podobną interpretacją przepisów.
Mimo nacisków konkurencji na szybkie zmiany przed marcowym wyścigiem w Melbourne, modyfikacje wydają się mało prawdopodobne ze względów technicznych. Zak Brown stanowczo odrzuca scenariusz, w którym zespoły korzystające z silników Mercedesa mogłyby nie wystartować w Grand Prix Australii. Amerykanin jest przekonany, że wszystkie cztery ekipy pojawią się na polach startowych, a federacja zdoła zamknąć temat przed rozpoczęciem sezonu 2026.
