Cercle Brugge wyrasta na jednego z największych przegranych obecnego sezonu w Belgii. Zaledwie dwa lata po wywalczeniu historycznej kwalifikacji do europejskich pucharów, zespół oficjalnie wylądował w grupie spadkowej. Domowa porażka 1:3 z RAAL La Louviere ostatecznie przekreśliła szanse na uniknięcie walki o utrzymanie.
Mimo fatalnych wyników, władze klubu nie zdecydowały się na nerwowe ruchy kadrowe. Onur Cinel pozostaje na stanowisku trenera, co ma zapewnić ciągłość stylu po erze Mirona Muslica. Statystyki pokazują jednak brutalną prawdę o regresie formacji defensywnej. Pod wodzą Muslica zespół tracił średnio 1,2 gola na mecz, podczas gdy obecnie wskaźnik ten wzrósł do 1,6, co jest czternastym wynikiem w szesnastozespołowej lidze.
Statystyki nie kłamią: problemem jest skuteczność i obrona
Analiza liczb wskazuje na ogromną nieskuteczność pod bramką rywali. Cercle Brugge wypracowało współczynnik xG na poziomie 46,2, co jest czwartym wynikiem w lidze, wyższym niż w przypadku Anderlechtu czy Genku. Drużyna przoduje w statystyce stworzonych wielkich szans, których miała aż 81, ale jednocześnie zajmuje pierwsze miejsce w niechlubnym rankingu zmarnowanych okazji, notując ich aż 58.
Klub płaci wysoką cenę za brak następcy Kevina Denkeya. Choć zespół nadal skutecznie stosuje wysoki pressing, notując najwięcej przechwytów w lidze (12 na mecz), to fatalna postawa na własnym stadionie pogrąża ich w tabeli. Cercle wygrało tylko jeden z 15 meczów u siebie. Tylko słaba dyspozycja ekipy Dender sprawia, że widmo bezpośredniego spadku z Pro League wydaje się obecnie mało prawdopodobne.
