Taylor Fritz przeżył dramatyczne chwile podczas ćwierćfinału Washington Open, gdy nagły i przeszywający ból w kolanie postawił pod znakiem zapytania jego dalszy udział w turnieju. Amerykanin musiał skorzystać z pomocy medycznej w decydującym secie starcia z Alexem Michelsenem.
Sytuacja wyglądała groźnie, zwłaszcza że sezon 2026 jest dla Fritza wyjątkowo pechowy pod względem zdrowotnym. Tenisista zmagał się już z zapaleniem ścięgien w kolanie, co wykluczyło go z kluczowych startów na mączce. Tym razem ból pojawił się niespodziewanie przy stanie 2:2 w trzecim secie. Mimo ogromnego dyskomfortu, dziesiąty zawodnik rankingu zdołał opanować sytuację, obronił piłkę meczową i ostatecznie wygrał spotkanie 6:1, 3-6, 7-6(6), meldując się w półfinale imprezy ATP 500.
Powtórka z Dallas i walka z czasem przed US Open
Podczas konferencji prasowej Fritz starał się uspokoić kibiców, porównując uraz do incydentu, którego doświadczył wcześniej w Dallas. Zawodnik przyznał, że ból był niezwykle intensywny, ale liczył na szybką poprawę po interwencji fizjoterapeuty. „To był super ostry ból, czułem go przy każdym ruchu. Gdybym nie wezwał fizjoterapeuty w tamtym momencie, na pewno straciłbym serwis” – wyjaśnił Amerykanin, podkreślając, że po rozmasowaniu i rozgrzaniu kolana sytuacja uległa znacznej poprawie.
Dla Fritza najbliższe tygodnie będą kluczowe w kontekście przygotowań do US Open, który rozpocznie się 30 sierpnia. Tenisista ma w planach występy w turniejach rangi Masters 1000 w Montrealu oraz Cincinnati. Choć ból w Waszyngtonie był niepokojący, zawodnik wierzy, że to jedynie chwilowy problem wynikający z niefortunnego ruchu na korcie. „Myślę, że po prostu dziwnie to naciągnąłem. Spodziewałem się, że przejdzie, bazując na tym, co stało się w Dallas” – podsumował reprezentant USA.
