Franck Haise wyrasta na głównego bohatera końcówki sezonu w Ligue 1. Po tym, jak w grudniu za porozumieniem stron rozwiązał kontrakt z OGC Nice, potrzebował zaledwie dwóch miesięcy, aby wrócić na ławkę trenerską i rzucić wyzwanie najsilniejszym klubom we Francji. Stade Rennais pod jego wodzą przechodzi prawdziwy renesans, a marzenia o Lidze Mistrzów stają się coraz bardziej realne.
Bilans Haise’a w Rennes jest imponujący: osiem zwycięstw, jeden remis i tylko jedna porażka. Taka seria pozwoliła klubowi awansować na piąte miejsce w tabeli, tracąc zaledwie punkt do Lyonu i Lille. Kibice nie kryją satysfakcji, zwłaszcza że ich zespół wyprzedził w klasyfikacji Olympique Marsylia. Drużynę z Marsylii prowadzi obecnie Habib Beye, czyli poprzednik Haise’a w Rennes, co fani uznają za ewidentny dowód na trenerski awans jakościowy ich klubu.
Dramatyczne derby i walka o podium
Ostatnie zwycięstwo 2:1 nad Nantes w Derby Breton nie przyszło jednak łatwo. Choć Esteban Lepaul szybko strzelił swojego 18. gola w sezonie, Rennes straciło kontrolę nad meczem i pozwoliło rywalom wyrównać. Dopiero w doliczonym czasie gry Valentin Rongier zapewnił drużynie czwartą wygraną z rzędu. Haise studzi jednak nastroje, przypominając o pokorze przed trzema ostatnimi meczami sezonu, które zdecydują o tym, czy klub faktycznie zagra w europejskiej elicie.
Sytuacja w lidze jest napięta, bo potknięcia zaliczają inni faworyci. RC Lens po remisie 3:3 z Brestem praktycznie straciło szanse na dogonienie PSG w walce o tytuł. Z kolei Marsylia tylko zremisowała 1:1 z Niceą, co po golu Elye Wahiego mocno skomplikowało ich sytuację w walce o czołowe lokaty. W tym chaosie to właśnie Rennes pod wodzą Haise’a wydaje się mieć najwięcej atutów, by rzutem na taśmę wskoczyć na ligowe podium.
