Formuła 1 stanęła przed niespodziewanym wyzwaniem. Konflikt zbrojny w Iranie wymusił odwołanie wyścigów w Bahrajnie oraz Arabii Saudyjskiej, co stworzyło aż pięciotygodniową lukę w kalendarzu między zawodami w Japonii a majowym Grand Prix Miami. Dla jednych to szansa na ratunek, dla innych bolesny cios w rozwoju technologicznym.
Red Bull znajduje się w defensywie po fatalnym weekendzie w Chinach. Max Verstappen nie tylko przegrał kwalifikacje z Pierre'em Gasly'm z Alpine, ale przez awarię układu chłodzenia ERS musiał wycofać się z wyścigu. Isack Hadjar wprost przyznaje, że bolidowi RB22 brakuje przyczepności. Choć przerwa pozwoli na dopracowanie poprawek, nowy producent silników Red Bull Ford Powertrain traci bezcenny czas na naukę, co Hadjar określa mianem wyraźnej niekorzyści w pogoni za czołówką.
Wibracje niszczą baterie i zdrowie kierowców
Dramatyczna sytuacja panuje w Astonie Martinie. Nowe jednostki napędowe Hondy generują tak silne wibracje, że dochodzi do uszkodzeń baterii, a sami kierowcy zgłaszają obawy o swoje zdrowie. Mike Krack widzi w kwietniowej przerwie szansę na rozwiązanie problemów bez presji kalendarza, jednak przesunięcie terminów oceny silników w ramach mechanizmu ADUO oznacza, że kluczowe poprawki mogą pojawić się dopiero po wyścigu w Monako, czyli miesiąc później niż zakładano.
Zupełnie inne nastroje panują w Williamsie i u debiutanta, ekipy Cadillac. James Vowles nie ukrywa, że każda godzina przerwy jest na wagę złota dla jego zespołu, który zmaga się z nadwagą modelu FW48 i brakiem punktów. Z kolei Valtteri Bottas z Cadillaca liczy na uporanie się z „chorobami wieku dziecięcego” ich podstawowej konstrukcji. Podczas gdy mechanicy będą ćwiczyć pit-stopy w fabrykach, kierowcy spędzą niemal każdy dzień w symulatorach, walcząc o powrót do formy przed wylotem do USA.
