Pięciu producentów silników Formuły 1 bierze udział w kluczowym głosowaniu nad zmianą sposobu pomiaru stopnia sprężania. Nowe przepisy mogą wejść w życie już podczas przerwy letniej.
Spór dotyczy regulacji na rok 2026, które zakładają obniżenie stopnia sprężania z 18:1 do 16:1. Obecnie pomiary odbywają się w temperaturze otoczenia, co nie uwzględnia rozszerzalności materiałów podczas pracy na torze. Grupa producentów pod wodzą Audi obawia się, że Mercedes znalazł lukę pozwalającą zbliżyć się do dawnych parametrów w trakcie jazdy. Taki zabieg ma gwarantować znaczący przyrost mocy, dając przewagę Mercedesowi oraz jego klientom: McLarenowi, Williamsowi i ekipie Alpine. Rywale naciskają na natychmiastowe uszczelnienie przepisów.
FIA zaproponowała kompromis polegający na wprowadzeniu dodatkowego, obowiązkowego testu w temperaturze 130 stopni Celsjusza od 1 sierpnia 2026 roku. Decyzja zapadnie w trybie online, a producenci mają 10 dni na oddanie głosów. Do zatwierdzenia zmian wymagana jest superwiększość czterech producentów oraz poparcie FIA i FOM. Federacja chce uciąć spekulacje przed startem sezonu w Australii, by uniknąć kontrowersji technicznych na samym początku rywalizacji. James Vowles z Williamsa bagatelizuje sprawę, nazywając całe zamieszanie zbędnym hałasem.
Red Bull, który po raz pierwszy samodzielnie produkuje jednostki napędowe, opowiada się za pełną klarownością przepisów. Szef zespołu Laurent Mekies podkreśla, że każda dziesiąta sekundy zyskana dzięki przewadze technologicznej będzie miała kluczowe znaczenie w walce o mistrzostwo. Choć Mercedes twierdzi, że jego interpretacja przepisów jest w pełni legalna, rywale nie odpuszczają. Ostateczny wynik głosowania musi zostać jeszcze zatwierdzony przez Światową Radę Sportów Motorowych FIA, co definitywnie zakończy pierwszy poważny konflikt techniczny nowej ery silnikowej.
