Barcelona nie odpuszcza w walce o swój absolutny priorytet transferowy tego lata. Dyrektor sportowy Deco udał się do Madrytu na dyskretne spotkanie z Fernando Hidalgo, agentem Juliána Álvareza. Jak donoszą media, ta misja to ostatnia próba utrzymania operacji przy życiu w obliczu całkowitego paraliżu komunikacyjnego między klubami.
Sytuacja jest niezwykle napięta, ponieważ Atlético Madryt kategorycznie odmawia sprzedaży zawodnika. Prezydent Miguel Ángel Gil Marín traktuje sprawę osobiście, a władze klubu z Madrytu są przekonane, że Barcelona próbuje ich upokorzyć. Bezpośrednie kanały kontaktu między zarządami zostały zerwane, co zmusiło Deco do zmiany strategii i skupienia się na relacjach z otoczeniem piłkarza, by móc zareagować przy najmniejszym pęknięciu w oporze rywali.
Kluczem do determinacji Barcelony jest przekonanie, że sam Álvarez chce przeprowadzki. Argentyński napastnik ma uważać, że Gil Marín złamał daną mu wcześniej obietnicę ułatwienia odejścia. Choć zawodnik sześć tygodni temu złożył prośbę o transfer, nie zamierza on buntować się przeciwko Diego Simeone i zapowiada pełen profesjonalizm. Tymczasem Hansi Flick w poniedziałek jasno wyraził swoje oczekiwania, podkreślając, że chce nowego napastnika i w pełni ufa Deco w kwestii finalizacji tej trudnej transakcji.
Barcelona jest gotowa na ogromne poświęcenia finansowe. Pierwsza oferta opiewająca na 100 milionów euro została odrzucona, ale klub przygotowuje już poprawioną propozycję. Operacja pozostaje najbardziej ambitnym i skomplikowanym celem transferowym, a wizyta Deco w Madrycie to na razie jedynie sygnał, że Blaugrana nie zamierza składać broni w walce o podpis gwiazdy.
