Rodri postawił sprawę jasno: jego priorytetem jest powrót do rodzinnego miasta i gra w barwach Realu Madryt. Jak donosi Diario AS, pomocnik Manchesteru City nie bierze pod uwagę innych opcji, a niedawne zapytanie ze strony Barcelony nie zrobiło na nim większego wrażenia. Hiszpan ma jeden cel i jest nim założenie białej koszulki, co sprawiło, że kluby takie jak Paris Saint-Germain czy Bayern Monachium wycofały się z wyścigu o jego podpis.
Sytuacja jest jednak skomplikowana, ponieważ entuzjazm zawodnika nie spotyka się obecnie z identyczną reakcją ze strony władz Królewskich. Real Madryt ma poważne wątpliwości dotyczące kondycji fizycznej zawodnika po zerwaniu więzadeł krzyżowych we wrześniu 2024 roku. Statystyki są nieubłagane – przed urazem Rodri opuszczał zaledwie 3,4 procent dni z powodu kontuzji, natomiast po powrocie ten wskaźnik drastycznie wzrósł do 34 procent, co budzi niepokój w Madrycie.
Finansowe rozbieżności i transferowy impas
Kolejną barierą są pieniądze oraz polityka kadrowa klubu z Madrytu. Manchester City oczekuje za swojego lidera 75 milionów euro, podczas gdy Real chciałby obniżyć tę kwotę do około 60 milionów. Dodatkowo Los Blancos preferują młodszych graczy z wyższą wartością odsprzedaży, a Rodri na początku przyszłego sezonu skończy 30 lat. Obecnie w kadrze jest miejsce tylko na jednego nowego pomocnika, co uzależnia ewentualny transfer od odejścia kogoś z obecnego składu.
Barcelona, mimo zainteresowania wynikającego z kontuzji Frenkiego de Jonga, znajduje się w trudnej sytuacji finansowej. Po wydaniu 110 milionów euro na takich piłkarzy jak Anthony Gordon, Karim Adeyemi i Jesse Baesio, znalezienie dodatkowych funduszy na Rodriego jest niemal niemożliwe. Sam zawodnik publicznie przyznał, że nie zamierza odrzucać oferty od jednego z najlepszych klubów świata, podkreślając, że z jego strony drzwi do Madrytu pozostają szeroko otwarte.
