Włochy wywalczyły miejsce w finale baraży o mistrzostwa świata 2026 po trudnym zwycięstwie 2:0 nad Irlandią Północną na stadionie w Bergamo. Choć wynik sugeruje pewną wygraną, czteroletni mistrzowie świata długo bili głową w mur. Drużyna prowadzona przez Gennaro Gattuso dominowała w posiadaniu piłki, ale w pierwszej połowie nie potrafiła realnie zagrozić bramce niżej notowanego rywala.
Statystyki pierwszej części spotkania były dla Italii bezlitosne. Mimo 71 procent posiadania piłki i oddania jedenastu strzałów, Pierce Charles nie został zmuszony do poważnego wysiłku. Goście, zajmujący 69. miejsce w rankingu FIFA, skutecznie ograniczali poczynania faworytów. Frustracja narastała, a widmo kolejnej kompromitacji w barażach stawało się coraz bardziej realne dla kibiców zgromadzonych na trybunach New Balance Arena, którzy nie szczędzili piłkarzom gwizdów.
Tonali i Kean dają upragniony awans
Sytuacja zmieniła się na początku drugiej połowy, kiedy sprawy w swoje ręce wziął Sandro Tonali. Gwiazdor Newcastle United popisał się atomowym uderzeniem z półwoleja, które dało Włochom prowadzenie i spokój w rozgrywaniu akcji. Od tego momentu gospodarze kontrolowali przebieg meczu, choć na potwierdzenie dominacji musieli czekać do 80. minuty. Wtedy to Moise Kean wykorzystał jedną ze swoich szans i ustalił wynik spotkania na 2:0.
Występ poszczególnych zawodników wzbudził mieszane uczucia. Podczas gdy Alessandro Bastoni i Riccardo Calafiori pewnie trzymali linię obrony, Matteo Retegui wyraźnie odstawał od reszty zespołu, marnując najlepszą okazję w pierwszej godzinie gry. Gianluigi Donnarumma przez większość wieczoru pozostawał bezrobotny, notując tylko jedną rutynową interwencję. Włosi wykonali plan minimum, ale przed finałem baraży sztab szkoleniowy ma nad czym pracować w kontekście skuteczności.
