Roma wyrasta na jednego z najtrudniejszych negocjatorów na rynku transferowym w kontekście przyszłości Mile Svilara. Choć klub musi sprzedać jedną z kluczowych postaci do końca czerwca ze względów finansowych, bramkarz znajduje się na samym dole listy do odejścia. Jak donosi La Gazzetta dello Sport, rzymianie zrobią wszystko, by zatrzymać swojego lidera między słupkami.
Statystyki Svilara w sezonie 2024/2025 budzą podziw w całej Europie i stawiają go w ścisłej czołówce golkiperów. Zawodnik zachował 13 czystych kont w 31 meczach Serie A oraz dołożył 3 kolejne w Lidze Europy. Jego skuteczność interwencji jest wręcz nieprawdopodobna, ponieważ obronił 92 ze 116 strzałów. To wynik znacznie przewyższający średnią we wszystkich pięciu najsilniejszych ligach kontynentu, co czyni go łakomym kąskiem dla największych marek.
Finansowe dylematy i lojalność na Stadio Olimpico
Sytuacja jest o tyle ciekawa, że Svilar trafił do Rzymu za darmo z Benfiki, gdzie był jedynie rezerwowym i niemal zniknął z radarów. Piłkarz czuje ogromną wdzięczność wobec klubu za otrzymaną szansę i nie rozważa zmiany barw, mimo wcześniejszych niepewności przy przedłużaniu umowy. Obecny kontrakt wiąże go z zespołem aż do 2030 roku. Władze Romy musiałyby otrzymać wręcz astronomiczną ofertę, aby w ogóle usiąść do rozmów o transferze swojego numeru jeden.
Zamiast Svilara, rzymianie są bardziej skłonni rozważyć propozycje za innych zawodników, którzy mogliby podreperować klubowy budżet. Na liście transferowej wyżej znajdują się Evan N’Dicka oraz Manu Koné, wyceniany na 18 milionów euro. Co zaskakujące, mimo świetnej formy bramkarza, giganci tacy jak Juventus czy Inter Mediolan nie zostali jeszcze oficjalnie połączeni z jego nazwiskiem. Może to sugerować, że cena za Serba jest obecnie poza zasięgiem włoskich potęg finansowych.
