Galatasaray wyrasta na zwycięzcę w walce o zatrzymanie Victora Osimhena, mimo że o nigeryjskiego napastnika pytały Arsenal oraz Barcelona. Jak donoszą media, snajper najprawdopodobniej nie opuści Stambułu w najbliższym czasie. Choć latem był dostępny za 75 mln euro, teraz sytuacja uległa drastycznej zmianie.
Sytuacja Osimhena jest zagadką dla obserwatorów rynku, którzy nie rozumieją, dlaczego czołowe kluby z Anglii i Hiszpanii nie zdecydowały się na transfer, gdy cena była niższa. Obecnie Galatasaray oczekuje za swojego asa aż 100 mln euro. Barcelona widzi w nim następcę Roberta Lewandowskiego, ale problemy finansowe Dumy Katalonii oraz wysokie wymagania płacowe zawodnika sprawiają, że ruch na Camp Nou jest niemal wykluczony. Katalończycy nie są w stanie udźwignąć tak potężnej operacji finansowej w obecnej sytuacji.
Kulisy wizyty dyrektora Arsenalu w Stambule
Arsenal posiada środki na transfer, ale Kanonierzy nie zamierzają płacić 100 mln euro za jednego gracza. Spekulacje o przenosinach do Londynu podsyciła obecność dyrektora sportowego Andrei Berty na derbach Stambułu. Okazało się jednak, że Włoch przyjechał budować relacje między klubami, a nie negocjować zakup napastnika. Osimhen czuje się w Turcji znakomicie, a jego dorobek 27 goli i asyst w tym sezonie tylko umacnia pozycję Galatasaray w negocjacjach. Wszystko wskazuje na to, że Nigeryjczyk zostanie w Stambule na dłużej.
