AS Monaco wyrasta na głównego gracza w walce o Ligę Mistrzów po pokonaniu Olympique Marsylia 2:1. Sébastien Pocognoli mimo euforii na trybunach zachowuje chłodną głowę i przestrzega przed huraoptymizmem.
Klub z Księstwa notuje obecnie serię siedmiu zwycięstw z rzędu w Ligue 1. Ostatnie triumfy nad Olympique Lyon oraz Marsylią mają szczególne znaczenie, ponieważ są to bezpośredni rywale w wyścigu o europejskie puchary. Jeszcze w styczniu zespół zajmował miejsce w środku stawki, a dziś ma tyle samo punktów co czwarta Marsylia i traci tylko jedno oczko do trzeciego Lille OSC. Piłkarze Pocognoliego wykonali tytaniczną pracę, by wrócić do gry o najwyższe cele.
Strach przed powrotem do przeszłości
Belgijski szkoleniowiec podczas konferencji prasowej zaznaczył, że w szatni panuje specyficzna atmosfera. Cieszy go, że zawodnicy wygrywają, ale nie widzi u nich przesadnego entuzjazmu. Pojawiają się uśmiechy, lecz dominuje świadomość niedawnej, trudnej przeszłości, której nikt w klubie nie chce powtórzyć. To właśnie ta pokora ma być fundamentem obecnej formy Monaco. Pocognoli buduje mentalność opartą na unikaniu błędów, które wcześniej spychały drużynę w dół ligowej tabeli i odbierały pewność siebie.
Sytuacja w górnej części tabeli pozostaje niezwykle napięta, a różnice punktowe między czołowymi ekipami są minimalne. Trener Monaco zauważa, że o awans do Ligi Mistrzów walczą także Rennes, Lyon, Lille i Marsylia. Każdy z tych klubów ma realne szanse na sukces, a do końca sezonu pozostało wiele spotkań, które mogą przynieść zwroty akcji. Pocognoli przypomina, że jego zespół startował z bardzo dalekiej pozycji i teraz skupia się wyłącznie na podtrzymaniu trwającej passy.
