Serena Williams wraca na kort. Marsylia i Londyn huczą od plotek, które właśnie stały się faktem. Po czterech latach przerwy od zawodowego sportu, 44-letnia Amerykanka zdecydowała się na wznowienie kariery, co wywołało prawdziwe trzęsienie ziemi w świecie tenisa.
Przygotowania do tego powrotu trwały od miesięcy w ścisłej tajemnicy. Pierwsze sygnały pojawiły się już pod koniec zeszłego roku, gdy Williams ponownie wpisała się na listę kontroli antydopingowej. Choć dziennikarze wiedzieli o jej rozmowach z organizatorami turnieju w Queen’s Club już w połowie maja, oficjalne potwierdzenie nastąpiło dopiero teraz. Amerykanka wystąpi w Londynie w grze podwójnej, co ma być jedynie wstępem do znacznie większego wyzwania.
Plan na Wimbledon i walka z niemożliwym
Ambitny plan zakłada, że po występie w Londynie Serena uda się do Berlina, by tam kontynuować testy formy w deblu. Jeśli zdrowie na to pozwoli, celem ostatecznym jest gra pojedyncza podczas nadchodzącego Wimbledonu. Były trener zawodniczki, Patrick Mouratoglou, zaznacza, że Williams nie wraca po to, by odgrywać role drugoplanowe. Jej celem jest sprawdzenie, czy wciąż może rywalizować z najlepszymi i wygrywać najważniejsze trofea, mimo roli matki dwójki dzieci i długiego rozbratu z rakietą.
Decyzja o powrocie wiązała się z ogromną operacją logistyczną i medialną. Williams czeka teraz okres intensywnej kontroli i ogromnej presji, na którą zdecydowała się dobrowolnie. Fakt, że przez ponad pół roku poddawała się rygorystycznym testom antydopingowym, jasno pokazuje, że nie interesuje jej tylko symboliczny występ. Legenda tenisa wierzy, że jest w stanie dokonać rzeczy teoretycznie niemożliwych i po raz kolejny rzucić wyzwanie światowej czołówce na trawiastych kortach.
