Początek sezonu 2026 w Formule 1 wywrócił hierarchię do góry nogami. Mercedes zgodnie z przewidywaniami wrócił na szczyt, ale sytuacja po drugiej stronie barykady wprawia ekspertów w osłupienie. Red Bull Racing i Aston Martin zmagają się z problemami, które spychają ich na margines rywalizacji.
Największym rozczarowaniem jest postawa Red Bulla. Choć nowa jednostka napędowa stworzona we współpracy z Fordem imponuje prędkością maksymalną, podwozie modelu RB22 jest fatalne. Max Verstappen wygląda na zdemotywowanego, walcząc z autem, które traci mnóstwo czasu w zakrętach i ma ogromne problemy z trakcją. Sytuację pogarsza fakt, że zespół opuścili kluczowi ludzie: Christian Horner, Adrian Newey, Jonathan Wheatley oraz Helmut Marko, a Gianpiero Lambiase odszedł do McLarena.
Sensacyjne rozstrzygnięcia w środku stawki
Prawdziwą rewolucję przechodzą ekipy Alpine i Haas, które zajmują odpowiednio czwarte i piąte miejsce w klasyfikacji konstruktorów. Alpine postawiło wszystko na jedną kartę, porzucając rozwój poprzedniego modelu, co teraz owocuje świetną formą Pierre’a Gasly’ego. Z kolei w Haasie błyszczy debiutant Ollie Bearman. Zespół pod wodzą Ayao Komatsu potrafi wykorzystać skromne zasoby, by regularnie punktować i utrzymywać się w czołowej czwórce mistrzostw świata.
Na dnie hierarchii niespodziewanie znalazł się Aston Martin. Mimo zaangażowania Adriana Neweya, bolid AMR26 jest nieprzewidywalny, brakuje mu balansu, a silnik Hondy wykazuje braki w mocy. Zespół ma trudności nawet z pokonaniem debiutującego Cadillaca w kwalifikacjach. Równie ciężka sytuacja panuje w Williamsie. Agresywne podejście do budowy podwozia skończyło się nadwagą bolidu, co kosztuje Carlosa Sainza cenne ułamki sekund w walce o punkty.
Jasnym punktem nowej ery jest Kimi Antonelli w Mercedesie. Włoch, który w zeszłym roku płacił frycowe jako debiutant, teraz jeździ z ogromną pewnością siebie. Wykorzystał pecha George’a Russella i udowodnił, że cierpliwość zespołu popłaciła. Antonelli regularnie dowozi wysokie lokaty, w tym podium w Las Vegas, stając się jednym z liderów nowej generacji kierowców, obok świetnie spisujących się Isacka Hadjara i Gabriela Bortoleto.
