1 lipca 2026 roku może okazać się datą, która zadecyduje o tym, ile milionów złotych Widzew Łódź ostatecznie zapłaci za rozstanie z Igorem Jovićeviciem — i właśnie dlatego klub nie spieszy się z formalnym zakończeniem współpracy z odsuniętym trenerem.
Według aktualnych doniesień, kontrakt Jovićevića zawiera zapis gwarantujący mu w razie zwolnienia równowartość aż 12 miesięcznych pensji — łącznie około 900 tysięcy euro. Przy obecnym kursie daje to blisko 3,8 miliona złotych. Właśnie ten zapis sprawia, że klub nie zdecydował się na szybkie, formalne zakończenie współpracy, lecz wybrał strategię przeczekania — odsunął trenera od pracy, zachowując przy tym ciągłość stosunku zatrudnienia.
Kluczową datą w tej układance jest 1 lipca 2026 roku. Według części źródeł po tej dacie liczba należnych pensji ma spaść z 12 do 9, co przekłada się na oszczędność rzędu 225 tysięcy euro. Dla Widzewa różnica ta jest na tyle istotna, że uzasadnia przedłużanie obecnego, niekomfortowego stanu zawieszenia.
W praktyce klub stoi przed wyborem spośród trzech scenariuszy. Pierwszy — natychmiastowe zwolnienie z wypłatą pełnej odprawy — jest wariantem, którego Widzew za wszelką cenę stara się uniknąć. Drugi zakłada rozwiązanie umowy w późniejszym, kontraktowo korzystniejszym momencie, gdy wysokość należnej kwoty będzie niższa; wciąż bolesne, lecz mniej drastyczne w skutkach dla klubowej kasy.
Trzecia ścieżka opiera się na porozumieniu — albo poprzez ugodę, w której Jovićević zrezygnowałby z części należności, albo poprzez znalezienie mu nowego pracodawcy, który przejąłby kontrakt szkoleniowca i tym samym odciążył łódzki budżet. W tym kontekście wymieniana jest między innymi reprezentacja Ukrainy lub jeden z klubów właśnie w tym kraju – to obecnie ten kierunek wydaje się być najbardziej prawdopodobny dla Chorwata.
