Mimo że po ostatnim zwycięstwie kibice Widzewa zaczęli widzieć światełko w tunelu, sytuacja tego klubu w tabeli Ekstraklasy nadal jest piekielnie trudna, a prawdopodobieństwo spadku oscyluje w granicach 50 procent.
Sezon, który dla Widzewa miał być walką o czołowe lokaty w Ekstraklasie, zweryfikował ambitne plany zarządu i oczekiwania kibiców. Klub z Łodzi, po dokonaniu bardzo dużych wydatków na transfery, od początku rozgrywek był postrzegany jako jeden z faworytów do zajęcia wysokich miejsc w tabeli.
Rzeczywistość okazała się jednak brutalna – zamiast walki o europejskie puchary, Łodzianie ugrzęźli w strefie spadkowej. Aktualnie drużyna prowadzona przez Aleksandara Vukovicia znajduje się na przedostatniej pozycji, co przy niemal 50-procentowym ryzyku degradacji stawia klub w niezwykle trudnym położeniu.
Choć matematyczne szanse na zajęcie wysokiej lokaty są już nikłe, ostatnia poprawa wyników – w tym zwycięstwo w debiucie nowego szkoleniowca – tchnęła w zespół odrobinę optymizmu.
Najbliższe tygodnie będą decydujące dla układu dolnej części tabeli, w której obok Widzewa o ligowy byt walczą m.in. Legia Warszawa oraz Arka Gdynia. To właśnie wyjazdowe starcie z ekipą z Trójmiasta ma pokazać, który z zespołów posiada obecnie większy potencjał do utrzymania się w najwyższej klasie rozgrywkowej – faworytem bukmacherów są goście tego pojedynku. Wyliczenia statystyczne wskazują również na zagrożenie dla innych drużyn: Piast Gliwice ma 23,1% szans na spadek, natomiast Wisła Płock i Motor Lublin po 17%.
Dla Łodzian kluczowy może okazać się nadchodzący kalendarz spotkań, który uznaje się za stosunkowo korzystny. Po starciu w Gdyni, zespół zagra u siebie z Górnikiem Zabrze, a w dalszej perspektywie zmierzy się z Rakowem Częstochowa, Radomiakiem Radom, Niecieczą oraz Motorem Lublin. Fakt, że wielu z tych rywali, jak choćby Górnik czy Radomiak, zmaga się różnego rodzaju kryzysami – nie tylko tymi czysto sportowymi – stwarza dla Łodzian realną szansę na ucieczkę z przedostatniego miejsca w ligowej hierarchii.
