Dyrektor sportowy Widzewa Dariusz Adamczuk oficjalnie przyznał, że klub nie posiada prawnych zabezpieczeń w kontraktach na wypadek opuszczenia szeregów Ekstraklasy.
Adamczuk podczas piątkowej konferencji został zapytany o to, co Widzew planuje w przypadku ewentualnego spadku z Ekstraklasy. Dyrektora dopytywano również o to, czy zawodnicy, którzy przyszli do klubu po wielomilionowych transakcjach, mają w swoich umowach klauzule zakładające najgorszy scenariusz dla klubu.
„Żaden kontrakt nie zawiera dzisiaj takich klauzul” – uciął spekulacje Adamczuk.
Oznacza to, że w przypadku osunięcia się do niższej ligi, Łodzianie mogą zderzyć się z ogromnymi obciążeniami płacowymi bez możliwości ich szybkiej redukcji. Choć w teorii istniałaby droga renegocjacji umów z zawodnikami, którzy zarabiają w Łodzi największe pieniądze, na ten moment klub nie posiada formalnych narzędzi do cięcia kosztów.
Mimo że Widzew znajduje się w bardzo trudnym położeniu w tabeli, co poskutkowało kolejną zmianą na ławce trenerskiej, w klubie wydaje się dominować narracja o uniknięciu spadku. Dariusz Adamczuk, pytany o plan awaryjny na wypadek spadku, unikał deklarowania gotowości na „czarny scenariusz”, skupiając się wyłącznie na pozostałej części rozgrywek.
„Mamy jeszcze jedną trzecią sezonu do rozegrania. Doskonale wiemy, w jakiej sytuacji się znajdujemy, ale przed nami wciąż sporo meczów, żeby tę sytuację naprawić i z niej wyjść” – argumentował dyrektor sportowy.
