Po rozstaniu z dotychczasowym szkoleniowcem władze Pogoni Szczecin rozpoczęły poszukiwania następcy. W tym kontekście pojawiają się coraz śmielsze spekulacje, a wśród nazwisk przewijających się w mediach pojawiło się jedno absolutnie sensacyjne – Wayne Rooney.
Kontakty na Wyspach i odważne ruchy transferowe
Nie jest tajemnicą, że Tan Kesler – wiceprezes i CEO Pogoni – ma bardzo dobre rozeznanie na rynku angielskim. To właśnie dzięki jego kontaktom do Szczecina udało się sprowadzić Sama Greenwooda, zawodnika znanego z Premier League. Dlatego pojawiły się głosy, że klub może spróbować wykorzystać tę ścieżkę także przy wyborze trenera.
Jan Piekutowski z portalu Meczyki zauważa, że obecnie bez pracy pozostaje kilku ciekawych szkoleniowców, a jednym z nich jest właśnie były gwiazdor Manchesteru United.
Czy Pogoń stać na Rooneya?
Na pierwszy rzut oka cały scenariusz wydaje się nierealny – Rooney to nazwisko, które jeszcze kilka lat temu elektryzowało kibiców w całej Europie. Jednak przy bliższym spojrzeniu nie wszystko jest tak oczywiste. Według medialnych doniesień, podczas pracy w Plymouth Argyle Anglik zarabiał około 500 tysięcy funtów rocznie. To kwota, która choć wysoka, nie przewyższa pensji najlepszych piłkarzy występujących obecnie w Ekstraklasie.
Wcześniej, w Birmingham City, mówiło się nawet o zarobkach na poziomie 1,5 miliona funtów rocznie. Sam Rooney stanowczo dementował jednak te plotki, nazywając je „bzdurą”. To pokazuje, że jego angaż w Polsce – choć wciąż trudny do wyobrażenia – nie jest całkowicie poza zasięgiem finansowym.
Wielkie nazwisko i nic poza tym?
Choć nazwisko Rooneya samo w sobie działa na wyobraźnię, to już jego dorobek trenerski nie rzuca na kolana. Pierwsze poważne doświadczenie zebrał w Derby County, gdzie początkowo pełnił rolę grającego trenera, a następnie objął drużynę na stałe. Zespół walczył wówczas o utrzymanie w Championship i choć Rooney starał się budować drużynę w trudnych warunkach finansowych, to ostatecznie nie udało się odwrócić trendu. Derby spadło, a sam Anglik nie zdołał zostawić po sobie bilansu, który dawałby nadzieję na szybki rozwój jego kariery.
Kolejnym przystankiem było D.C. United w MLS. Tam Rooney pracował dłużej i miał większe pole do manewru, ale i tak jego drużyna nie liczyła się w walce o najważniejsze cele. Choć wprowadzono kilka ciekawych pomysłów, to efekty pozostawały poniżej oczekiwań.
Powrót na Wyspy także nie okazał się szczęśliwy. W Birmingham City spędził zaledwie kilka miesięcy, a jego przygoda zakończyła się szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał. Zespół pod jego wodzą przegrywał mecz za meczem, a kibice szybko stracili cierpliwość. Podobnie było w Plymouth Argyle, gdzie bilans jego pracy także nie pozostawił złudzeń – Rooney nie zdołał odmienić drużyny, a jego statystyki znów były bardzo słabe.
Łącznie w roli pierwszego trenera Rooney prowadził ponad 170 spotkań, ale jego średnia wynosi zaledwie około 1 punktu na mecz. To liczby, które raczej nie zachęcają do powierzania mu ambitnych projektów.
