Stan Wawrinka zakończył zawodową karierę po porażce 5:7, 6:7(2) z Jiřím Lehečką w pierwszej rundzie Swiss Indoors w Bazylei. 41-letni Szwajcar pożegnał się z tenisem we wtorkowy wieczór. Jego bilans w starciach z Novakiem Djokoviciem, Rogerem Federerem, Rafaelem Nadalem i Andym Murrayem zamknął się w 22 zwycięstwach w 98 meczach.
W gronie zawodowców Wawrinka zadebiutował w 2002 roku. Karierę zakończył z bilansem 590 zwycięstw i 395 porażek oraz 16 singlowymi tytułami ATP Tour, w tym trzema wielkoszlemowymi: Australian Open 2014, Roland Garros 2015 i US Open 2016. W trakcie kariery rywalizował z czołową czwórką w jednej z najtrudniejszych epok tenisa, a w szczytowym momencie zajmował trzecie miejsce w światowym rankingu. Najwięcej spotkań rozegrał z Murrayem: w latach 2005–2024 zmierzyli się 23 razy. Z Djokoviciem po raz pierwszy zagrał w 2006 roku, a ich ostatnie starcie odbyło się w 2023. Rywalizacje z Nadalem i Federerem trwały odpowiednio od 2007 do 2019 oraz od 2005 do 2019 roku.
Podczas konferencji prasowej po meczu Wawrinka mówił o emocjach związanych z ostatnim sezonem, ale też o trudnościach, które towarzyszyły mu po poważnych kontuzjach.
Jestem bardzo, bardzo szczęśliwy, że mogłem przeżyć ten ostatni rok. Oczywiście smuci mnie, że nie będę już mógł doświadczać takich emocji, grać na tym poziomie, przed publicznością na całym świecie i w Szwajcarii. […] Od kilku lat, po poważnych kontuzjach, walczyłem o powrót do odpowiedniego poziomu. W ostatnich latach brakowało mi sił. Ciało nie zawsze nadążało, podobnie jak głowa
Dodał: „Ale jak mówiłem, w końcu się starzeję”.
Najlepiej Szwajcar radził sobie z Murrayem, którego pokonał 10 razy w 23 meczach, co daje skuteczność 43,5 proc. Z Djokoviciem wygrał 6 z 27 spotkań (22,2 proc.), z Nadalem 3 z 22 (13,6 proc.), a z Federerem 3 z 26 (11,5 proc.). Wawrinka podkreślał, że marzył o zakończeniu kariery na własnych warunkach, będąc w dobrej formie i wciąż zdolnym do rywalizacji — i że udało mu się to osiągnąć w tym roku.
Ten rok był wyjątkowy i pełen emocji. Na każdym turnieju, na którym się żegnałem, było dużo smutku, bo za każdym razem wiedziałem, że to koniec. Ale było to o wiele piękniejsze, niż mogłem marzyć i sobie wyobrazić