Vuković zaskakuje kibiców Widzewa. To tylko przykry obowiązek?

Maksymilian KotowskiMaksymilian Kotowski
16 marca 2026 09:04
Vuković zaskakuje kibiców Widzewa. To tylko przykry obowiązek?

Pasywność w dokonywaniu zmian oraz skrajnie defensywne ustawienie przy stałych fragmentach gry wywołały zdziwienie wśród sympatyków łódzkiego klubu, jednak Aleksandar Vuković jest pewny swego, twierdząc, że priorytetem w niedzielę było przetrwanie naporu Arki Gdynia. Szkoleniowiec wprost zasugerował, że w pewnych okolicznościach roszady w składzie nie są koniecznością, a jedynie opcją, z której nie zawsze warto korzystać.

Spotkanie w Gdyni od samego początku toczyło się pod dyktando gospodarzy, co zmusiło Widzew Łódź do przyjęcia głębokiej defensywy. Trener Aleksandar Vuković otwarcie przyznał, że największym zagrożeniem były stałe fragmenty gry wykonywane przez Arkowców, a konkretnie przez jednego zawodnika. 

„Wiedzieliśmy o ogromnej sile Arki przy rzutach rożnych. Sebastian Kerk jest chyba najlepszym wykonawcą w lidze” – argumentował szkoleniowiec.

To właśnie obawa przed precyzją Niemca sprawiła, że Widzewiacy bronili się całą jedenastką we własnym polu karnym, rezygnując z pozostawienia jakiegokolwiek zawodnika do wyprowadzenia kontrataku.

Według relacji trenera, kluczowym zadaniem było skuteczne obsadzenie strefy podbramkowej i wyeliminowanie wariantów krótkiego rozegrania piłki. Strategia ta przyniosła zamierzony efekt w postaci zachowania czystego konta, choć odbyło się to kosztem potencjalnych szans ofensywnych.

Choć mecz zakończył się bezbramkowym remisem, spore kontrowersje wzbudziło zarządzanie składem przez łódzki sztab. Aleksandar Vuković zdecydował się na przeprowadzenie zaledwie dwóch roszad, wprowadzając Samuela Kozlovsky'ego oraz Mariusza Fornalczyka dopiero w 81. minucie gry. 

 „Zmiany to możliwość, a nie obowiązek. Zaufałem piłkarzom, bo nie miałem wrażenia, by ktoś drastycznie odstawał. Liczyłem, że wejście Fornalczyka w ostatnim kwadransie da nam więcej pożytku. Miał jedno dobre dogranie, ale zabrakło zamknięcia akcji przez Kerka. Co do strzałów z dystansu – na tym boisku nawet przygotowanie do uderzenia było wyzwaniem.” – uciął  dyskusje szkoleniowiec.

Po ostatnim gwizdku szkoleniowiec łódzkiego klubu najbardziej żałował sytuacji, w której Emil Kornvig poślizgnął się w kluczowym momencie przy próbie uderzenia z woleja. Mimo to, nikt w szeregach Widzewa nie narzeka na zdobycie jednego „oczka”.

„Ten punkt na trudnym terenie szanujemy. Mało kto tutaj wygrywa” – podsumował Vuković, doceniając postawę Gdynian, którzy szczególnie w pierwszym kwadransie zdominowali przyjezdnych.

Udostępnij artykuł:

Komentarze (0)

Publikując komentarz, zgadzasz się na przetwarzanie podanej nazwy i treści, które będą widoczne publicznie. Zobacz Politykę prywatności.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!