Aleksandar Vuković w rozmowie z portalem Meczyki odniósł się do transferowej sytuacji Widzewa Łódź i wyjaśnił, dlaczego klub nie sięgnął po Patrika Hellebranda. Czech ostatecznie trafił do Korony Kielce, choć był jednym z zawodników, których szkoleniowiec łódzkiej drużyny widziałby w swoim zespole.
– To, co się wydarzyło w poprzednim sezonie, determinuje to, jak klub w tej chwili musi się zachowywać na rynku. To zamyka temat kilku piłkarzy z Ekstraklasy, których bym widział. Hellebrand był jednym z takich piłkarzy, ale to Koronę, w cudzysłowie, było stać na to, żeby sprostać jego oczekiwaniom – powiedział Vuković.
To istotna wypowiedź, bo trener Widzewa otwarcie potwierdził kierunek, o którym mówiło się od dłuższego czasu. Po nieudanym sezonie, w którym Łodzianie do końca walczyli o utrzymanie, klub zmienił sposób funkcjonowania na rynku transferowym. Nie chodzi o brak możliwości finansowych właściciela Roberta Dobrzyckiego, ale o większą kontrolę nad wydatkami i ostrożniejsze podejmowanie decyzji.
W poprzednim sezonie Widzew przeznaczył na transfery kwoty niespotykane w realiach polskiej ligi. Latem klub wydał około 6,85 mln euro, a zimą doszło do jeszcze większych inwestycji. Według podanych danych zimowe wydatki wyniosły 16,8 mln euro, co było rekordem zarówno klubu, jak i całej Ekstraklasy. Do Łodzi trafili między innymi Osman Bukari, Przemysław Wiśniewski, Emil Kornvig, Steve Kapuadi, Carlos Isaac, Christopher Cheng oraz Lukas Lerager.
Łącznie w minionym sezonie Widzew miał wydać na wzmocnienia około 23–24 mln euro. Efekt sportowy był jednak daleki od oczekiwań. Zamiast walki o europejskie puchary klub do ostatniej kolejki musiał bronić się przed spadkiem i utrzymał się dopiero po zwycięstwie z Piastem Gliwice w finalnej kolejce sezonu.
Dlatego obecna strategia Widzewa ma być inna. Właściciel ma uważniej przyglądać się każdemu ruchowi transferowemu i zatwierdzać transakcje, które nie tyle mieszczą się w możliwościach klubu, co przede wszystkim mają mieć sens sportowy oraz finansowy. W praktyce oznacza to szukanie okazji, a nie płacenie wysokich kwot tylko dlatego, że klub może sobie na to pozwolić.
Przypadek Hellebranda dobrze pokazuje tę zmianę. Vuković przyznał, że widziałby go w Widzewie, ale oczekiwania finansowe sprawiły, że temat został zamknięty. Korona była gotowa spełnić warunki, na które Łodzianie nie chcieli już przystać. Dla Widzewa to sygnał nowego etapu po sezonie, który pokazał, że same pieniądze nie gwarantują wyniku.

