Max Verstappen wreszcie odzyskał radość z jazdy podczas kwalifikacji do GP Monako. Holender przyznał, że specyfika ulicznego toru pozwoliła mu poczuć się sobą za kierownicą bolidu Red Bulla, co w ostatnim czasie nie było regułą. Kierowca, który dotychczas należał do najgłośniejszych krytyków nowych regulacji silnikowych, tym razem nie krył satysfakcji z zachowania maszyny na wymagających zakrętach księstwa.
Głównym punktem zapalnym dla Verstappena pozostają przepisy dotyczące jednostek napędowych na rok 2026 i obecny podział mocy. Holender ostro krytykował konieczność ciągłego zarządzania energią z baterii, co jego zdaniem zabija naturalne doświadczenie z jazdy. Porównał on używanie systemów doładowania i trybów wyprzedzania do „grzybków” zwiększających prędkość w grze Mario Kart, nazywając całą rywalizację sztuczną i daleką od prawdziwego ścigania.
Zaskakujący zwrot akcji w garażu Red Bulla
W Monako sytuacja uległa jednak zmianie dzięki dużej liczbie wolnych zakrętów, które ułatwiają ładowanie baterii bez zbędnej kalkulacji. Verstappen podkreślił, że możliwość jazdy na pełnym gazie i swobodny dobór biegów przywróciły mu naturalne czucie auta. Kierowca docenił również zmiany w podwoziu, w tym węższe nadwozie i lepszą widoczność przedniej osi, co ułatwia precyzyjne trafianie w wierzchołki zakrętów na ciasnym torze.
Wynik kwalifikacji był dla lidera Red Bulla sporym zaskoczeniem, biorąc pod uwagę fatalną postawę zespołu w trzecim treningu. Verstappen przyznał, że po stracie dziewięciu dziesiątych sekundy rano, jego celem realnie było miejsce w pierwszej piątce. Mimo problemów z nierównościami i krawężnikami w drugim sektorze, gdzie szybszy okazał się Antonelli, Holender wywalczył start z pierwszej linii, co uznał za ogromny sukces po trudnym początku weekendu.
