Rafael Nadal i Roger Federer przez lata budowali wizerunek wielkich rywali, którzy poza kortem potrafią zachować bliską i pełną szacunku relację. Jak ujawnił Jon Wertheim w podcaście Served with Andy Roddick, w tej idealnej współpracy doszło jednak do potężnego zgrzytu. Największy konflikt w historii ich znajomości nie dotyczył jednak konkretnego meczu czy zagrania, a fundamentalnych zasad funkcjonowania światowego tenisa i systemu rankingowego ATP.
Kością niezgody stał się pomysł zmiany sposobu naliczania punktów. Rafael Nadal, który w trakcie swojej kariery opuścił aż 18 turniejów wielkoszlemowych z powodu urazów, mocno lobbował za wprowadzeniem rankingu dwuletniego. Hiszpan argumentował, że obecny system 12-miesięczny zmusza zawodników do ciągłej gry bez możliwości odpoczynku. Według Nadala dłuższy okres rozliczeniowy lepiej chroniłby zdrowie tenisistów, pozwalając im na dłuższe przerwy bez drastycznego spadku w zestawieniu po jednej kontuzji.
Stanowcze weto Rogera Federera
Roger Federer, pełniący wówczas funkcję przewodniczącego rady zawodników, stanął w całkowitej opozycji do propozycji Hiszpana. Szwajcar twierdził, że dwuletni ranking uczyniłby tour nudnym i zablokowałby drogę młodym talentom. Jego zdaniem niżej notowani gracze straciliby szansę na szybki awans po jednym świetnym turnieju. Federer przyznał, że choć zmiana byłaby korzystna dla niego i Nadala, to jako lider rady musi patrzeć w oczy wszystkim tenisistom, dla których taki system byłby krzywdzący.
Obecnie system ATP opiera się na 52-tygodniowym cyklu, w którym zawodnicy bronią punktów wywalczonych rok wcześniej. Jon Wertheim ocenia, że to rozwiązanie jest najbardziej sprawiedliwe, mimo że czasem generuje nieoczywiste sytuacje. Przykładem jest Jannik Sinner, który nie grając w Madrycie, może zanotować awans, ponieważ nie broni tam żadnego dorobku. Ekspert przypomniał też wyczyn Pete'a Samprasa, który kończył rok jako numer jeden przez sześć lat z rzędu, co przy obecnej dynamice touru jest wynikiem wyjątkowym.
