Tyson Fury wrócił na ring w wielkim stylu i nie pozostawił złudzeń Arslanbekowi Makhmudovowi. Brytyjczyk zdominował rywala na dystansie dwunastu rund, wygrywając jednogłośną decyzją sędziów na stadionie Tottenhamu. Zaraz po ogłoszeniu werdyktu cała uwaga skupiła się jednak na siedzącym przy ringu Anthonym Joshui, którego Fury publicznie wyzwał do walki.
Pojedynek z Makhmudovem pokazał, że 37-letni Fury wciąż dysponuje świetnym lewym prostym i potrafi narzucić swoje tempo. Sędziowie punktowali 120-108 oraz 119-109, co oddaje skalę przewagi byłego mistrza świata. Makhmudov przyjął mnóstwo podbródkowych i nie potrafił znaleźć recepty na zasięg ramion Brytyjczyka. Fury po dwóch porażkach z Oleksandrem Usykiem udowodnił, że przerwa od boksu nie odebrała mu szybkości ani precyzji w ringu.
Gorąco na linii Fury - Joshua
Atmosfera zgęstniała, gdy Fury chwycił za mikrofon i zapytał Joshuę, czy przyjmuje wyzwanie. Joshua odpowiedział agresywnie, nazywając siebie „właścicielem”, dla którego Fury pracuje. Mimo ostrych słów, Joshua potwierdził później, że kontrakty zostaną wysłane i prawdopodobnie dojdzie do hitowego starcia jesienią. Pięściarz zaznaczył jednak, że wciąż dochodzi do siebie po tragicznej śmierci bliskich przyjaciół w wypadku samochodowym w Nigerii, w którym sam uczestniczył jako pasażer.
Podczas gali w Londynie kibice zobaczyli także emocjonalny hołd dla zmarłego w zeszłym roku Ricky'ego Hattona. Fury wystąpił w spodenkach z napisem „RIP Ricky”. W innej ważnej walce wieczoru Conor Benn pokonał Regisa Prograis przez jednogłośną decyzję sędziów. Benn kontrolował starcie ciosami na korpus i mimo rozcięć nad oczami, pewnie wygrał na punkty, przybliżając się do walki o pas WBC z Ryanem Garcią.
