Finał Ligi Mistrzów zakończył się koszmarem dla Interu Mediolan - druzgocącą porażką 0:5 z Paris Saint-Germain. Podczas gdy PSG świętowało swój pierwszy triumf w elitarnych rozgrywkach europejskich, piłkarze Interu wrócili do domu z pustymi rękami.
W skrócie:
- Inter Mediolan przegrał finał Ligi Mistrzów z PSG 0:5
- Tylko jeden kibic Interu przywitał drużynę na lotnisku Malpensa
- Samotny fan skomentował swoją obecność słowami: "Jestem jedynym idiotą, ale ci faceci nadal zasługują na brawa"
Wstyd na Malpensie: Samotny kibic i puste trybuny
Upokorzenie w Monachium tak zniechęciło fanów Interu, że prawie nikt nie pojawił się, by powitać finalistów na lotnisku Malpensa w Mediolanie. Tylko jeden kibic, Marco, odważył się przywitać Nerazzurrich po ich klęsce w Lidze Mistrzów.
W rozmowie z Gazzetta dello Sport wytłumaczył swoją decyzję i ostro skomentował nieobecność innych kibiców:
"Jestem jedynym idiotą, ale ci faceci nadal zasługują na brawa".
To szlachetny gest, pomimo kompromitującego wyniku jego drużyny. Podczas gdy PSG świętowało swój historyczny pierwszy triumf w Lidze Mistrzów, Inter musiał zmierzyć się nie tylko z porażką na boisku, ale również z rozczarowaniem swoich kibiców.
Taka reakcja fanów pokazuje, jak głęboko dotknęła ich porażka. Drużyna, która dotarła do finału najbardziej prestiżowych rozgrywek klubowych na świecie, wróciła do kraju praktycznie niezauważona. W świecie futbolu, gdzie wsparcie kibiców często określa się jako "dwunastego zawodnika", brak tego wsparcia w trudnych momentach może być dla piłkarzy równie bolesny jak sama porażka.
Monachium okazało się miejscem triumfu dla francuskiego giganta, który w końcu sięgnął po upragnione trofeum po latach inwestycji i rozczarowań. Dla Interu natomiast pozostaje gorycz porażki i jeden wierny kibic, który mimo wszystko stanął po stronie swojej drużyny.
