Vahid Halilhodžić wyrasta na postać, która ma przeprowadzić błyskawiczną rewolucję w Nantes. Bośniacki szkoleniowiec, który 11 marca zastąpił Ahmeda Kantariego, nie zamierza tracić ani minuty w walce o ligowy byt. Jak sam przyznał, potrzebował trzech dni, aby przyjąć ofertę powrotu do klubu, w którym święcił sukcesy jako piłkarz.
Sytuacja w tabeli jest dramatyczna, a Nantes z dorobkiem 17 punktów znajduje się obecnie w strefie spadkowej. Przed niedzielnym starciem z RC Strasbourg nowy trener postawił na drastyczne środki. W czwartek i piątek zawodnicy musieli stawić czoła podwójnym sesjom treningowym. Halilhodžić, znany z bezkompromisowego podejścia, chce w ten sposób błyskawicznie poprawić kondycję i dyscyplinę zespołu, który ma nóż na gardle.
Powrót legendy w cieniu dawnego konfliktu
Dla Bośniaka to drugi raz na ławce trenerskiej Les Canaris. Poprzednia przygoda zakończyła się w sierpniu 2019 roku po głośnym sporze z właścicielem klubu, Waldemarem Kitą. Mimo że Halilhodžić wygrał wtedy ponad 45% meczów, różnice zdań z prezesem okazały się nie do pogodzenia. Teraz obie strony muszą współpracować, aby uniknąć katastrofy, jaką byłaby degradacja z Ligue 1.
Doświadczony szkoleniowiec pozostawał bez pracy od sierpnia 2022 roku, kiedy to został zwolniony z funkcji selekcjonera reprezentacji Maroka. W swoim CV ma jednak historyczny sukces z Algierią, którą doprowadził do 1/8 finału mistrzostw świata w 2014 roku. W Nantes kibice pamiętają go głównie jako mistrza Francji z sezonu 1982-83, ale dziś nikt nie myśli o pucharach, a jedynie o przetrwaniu w elicie.
