Rafał Górak nie ukrywa, że GKS Katowice ma apetyt na regularne punktowanie z ligową czołówką — i choć Katowiczanie znów wrócili z Białegostoku z niczym, trener jasno deklaruje, że na upragnione zwycięstwo z takim rywalem nie zamierza czekać w nieskończoność.
Jagiellonia Białystok objęła prowadzenie już w 11. minucie za sprawą Alejandro Pozo, a przed przerwą podwyższyła na 2:0 — gol Tarasa Romanczuka padł w doliczonym czasie pierwszej połowy. Oba trafienia łączy jeden mianownik: Borja Galán.
Górak nie owijał w bawełnę, analizując przebieg akcji.
„Przy pierwszej bramce przegraliśmy pojedynek główkowy, w którym Borja powinien sobie lepiej poradzić" — ocenił szkoleniowiec.
Przy golu Romanczuka sytuacja była jego zdaniem poważniejsza:
„Borja fatalnie obliczył lot piłki — taka interwencja po prostu nie powinna mu się przydarzyć. To było następstwo: strzał, obrona, trochę przypadkowości i dobitka. Ta druga bramka absolutnie nie powinna nam się przydarzyć. Pierwszą rozumiem, to były normalne czynniki piłkarskie, ale druga była do uniknięcia".
Galán nie wyszedł na drugą połowę — jego miejsce w przerwie zajął Erik Jirka, który ostatecznie wpisał się na listę strzelców w 82. minucie kontaktowym trafieniem dającym GKS-owi nadzieję na odrobienie strat. Czasu jednak zabrakło.
Mimo przegranej Górak otwarcie przyznał, że przerwa przy dwubramkowym deficycie była momentem przełomowym — i to w pozytywnym sensie.
„Można było się wtedy 'rozlecieć' i przegrać wyżej, co zawsze zostaje w głowach. Natomiast ja jestem bardzo zbudowany naszą drugą połową i energią, z jaką wyszliśmy na boisko" — powiedział trener.
Bramka Jirki przyszła jego zdaniem za późno, a sam wynik niekoniecznie oddawał drugą część spotkania:
„Nie twierdzę, że remis byłby wynikiem sprawiedliwym, ale postawa zespołu po przerwie napawa mnie dużym optymizmem".
Swoją ocenę wyraził też wobec rywala. Górak podkreślił, że Jagiellonia — sklasyfikowana po 25. kolejce na 2. miejscu z 41 punktami, tyle samo co lider Zagłębie Lubin i trzeci Lech Poznań — wchodziła na to spotkanie w trybie mobilizacji:
„Wiedzieliśmy, że przyjeżdżamy do Białegostoku na mecz z Jagiellonią, która po ostatnich wynikach była rozdrażniona i zdeterminowana. Ich jakość piłkarska jest ogromna — jeśli mają swoje flow i są dobrze zregenerowani, przeciwnik zawsze ma masę problemów".
GKS Katowice zajmuje po 25 kolejkach 7. miejsce w tabeli z dorobkiem 36 punktów. Na pytanie o seryjne porażki wyjazdowe z ligową czołówką — Lechem, Legią, Rakowem i Jagiellonią — Górak odpowiedział spokojnie, bez szukania wymówek.
„Wydaje mi się, że niczego nie brakuje — to jest system i proces. Musimy być cierpliwi. Każdy taki mecz na boisku tak silnego rywala, ogranego w Europie i z tytułami, jest dla nas cenną lekcją" — tłumaczył.
Trener zaznaczył jednak, że ambicje klubu są wyraźnie określone i perspektywa wieloletnia nie jest dla niego satysfakcjonująca:
„Nie chcę czekać pięciu lat na wygraną z takim rywalem — wierzę, że z każdym kolejnym spotkaniem będziemy bliżej i to w końcu nastąpi. Na te 'milowe szusy' musimy jeszcze chwilę poczekać, ale idziemy w dobrą stronę".
