Marek Papszun w ostrych słowach podsumował remis 1:1 z GKS-em Katowice, otwarcie krytykując postawę poszczególnych graczy oraz „powtarzalne problemy” w defensywie, które kosztowały jego zespół zwycięstwo. Szkoleniowiec przyznał, że zawirowania transferowe i brak rytmu meczowego odbijają się na dyspozycji drużyny, która nie potrafi utrzymać intensywności przez pełne 90 minut.
Trener Legii nie krył irytacji z powodu sposobu, w jaki jego zespół stracił bramkę tuż przed przerwą. Zdaniem szkoleniowca, przy prowadzeniu 1:0 drużyna powinna wykazać się większym wyrachowaniem i dojrzałością, by „zamknąć mecz”. Zamiast tego, kibice po raz kolejny oglądali błędy przy stałych fragmentach gry.
– „Kolejny raz tracimy bramkę po stałym fragmencie gry albo w jego następstwie i nie można mówić o przypadku. To powtarzalny problem” – grzmiał Papszun. – „Powinniśmy spokojnie dowieźć tę część meczu bez zagrożenia, a zamiast tego dopuszczamy do sytuacji, która zmienia obraz spotkania. Zawodnicy muszą lepiej rozumieć fazy meczu”.
Szkoleniowiec podkreślił, że brakuje mu stabilizacji w obronie, co jest potęgowane przez ciągłe roszady personalne.
– „Trzeci mecz, trzecia konfiguracja obrony, teraz Pankov dostał kartkę, będzie czwarta konfiguracja. Brakuje stabilizacji, ale walczymy” – dodał trener, wskazując na brak koncentracji jako główną przyczynę niepowodzeń.
Wypowiedź Papszuna po meczu z GKS-em obfitowała w konkretne nazwiska. Trener wprost ocenił postawę swoich zawodników, nie szukając dla nich zbędnych usprawiedliwień, choć wspomniał o trudnych okolicznościach pozasportowych. Najmocniej oberwało się Kapuadiemu.
– „Było mu ciężko, słaby mecz zagrał, ale to nie jest dziwne – zawirowania transferowe, problemy z kontuzjami, mało trenował i to było widać” – ocenił bez ogródek opiekun Legii.
Nie oszczędził też Colaka:
– „Miał jeden groźny strzał w pierwszej połowie, lepiej mógł się zachować przy stałym fragmencie – z jego strony padła bramka”.
Papszun zaznaczył, że oczekuje znacznie więcej również od Kacpra Urbańskiego, wierząc, że jego talent w końcu „rozkwitnie”. Sytuacja kadrowa wymusza jednak ostrożność, zwłaszcza w przypadku powracających po urazach. Odnosząc się do ewentualnego występu Elitima przeciwko Wiśle Płock, trener stwierdził:
– „Po tym jak odnowiła się kontuzja Pawła Wszołka, wolimy dmuchać na zimne i poczekać nieco dłużej”.
