Dawid Szwarga w rozmowie z portalem Weszło ujawnia: Arka Gdynia miała w zasięgu ręki transfer, który mógł zmienić losy sezonu. Zabrakło decyzji i konkretnej kwoty. Kilka tygodni później ten sam klub bez mrugnięcia okiem wydał pieniądze na bramkarza, który – jak mówi szkoleniowiec – przyjechał niegotowy do gry na poziomie Ekstraklasy.
Gdy Filip Kocaba opuszczał Arkę, Szwarga wiedział, że to strata, której nie można zbagatelizować. Środkowy pomocnik był jednym z fundamentów drużyny – aktywny w pressingu, dominujący w pojedynkach, jeden z liderów defensywnych akcji.
„Straciliśmy zawodnika wybitnego w działaniach defensywnych, pojedynkach, poziomie agresji w środku" – mówi były trener ekipy z Trójmiasta.
Znalezienie następcy stało się priorytetem numer jeden. Nie w teorii – dosłownie. Szwarga mówi, że cel był jasno zdefiniowany: szóstka lub ósemka z odpowiednim profilem. I że klub był bliżej jego realizacji, niż ktokolwiek wiedział.
Trener nie ujawnia nazwiska zawodnika, ale jego słowa są precyzyjne: rozmowy były zaawansowane, porozumienie bliskie. Jedyną przeszkodą była kwota – 200 tysięcy euro. Dla klubu z najniższym budżetem w Ekstraklasie to nie była suma symboliczna, ale też nie astronomiczna. Dla porównania: średni tygodniowy koszt utrzymania całej kadry wielu klubów pierwszoligowych przekracza podobne wartości.
Klub powiedział nie. Transfer nie doszedł do skutku ani w letnim okienku, ani zimą.
„Nie zrealizowaliśmy tego ani w czerwcu, ani w grudniu" – przyznaje Szwarga z wyraźną frustracją.
Tu pojawia się najbardziej gorzki fragment tej historii. Kilka dni po odwołaniu Szwargi Arka sprowadziła bramkarza – Andreia Vlada. Według byłego trenera zawodnik dostał „naprawdę dobre warunki finansowe". Problem w tym, że gdy trener bramkarzy zobaczył nowego nabytku po raz pierwszy, od razu było jasne: ten człowiek nie jest gotowy do gry w Ekstraklasie pod względem fizycznym.
Szwarga nie oskarża, ale konkluzja jest oczywista: pieniądze w Arce były. Pytanie brzmi – dlaczego nie wydano ich wcześniej, na zawodnika, który mógł realnie wzmocnić drużynę, zamiast potem na takiego, który – jak sam mówi – „przyjechał niegotowy"?
Szwarga sam przyznaje, że utrzymanie Arki byłoby „bardzo trudnym zadaniem" nawet w najlepszych okolicznościach. Ale też zaznacza wyraźnie: „jeden, dwa punkty zdecydowałyby o tym, czy byśmy się utrzymali, czy nie."
Drużyna z Gdyni w przyszłym sezonie zagra na zapleczu Ekstraklasy. Spadła z najwyższej klasy rozgrywkowej razem z Termalicą Nieciecza oraz Lechią Gdańsk. Dawid Szwarga aktualnie pozostaje bez pracy.

