Już w środę Lech Poznań podejmie Crvenę zvezdę Belgrad w pierwszym meczu 3. rundy eliminacyjnej Ligi Mistrzów. UEFA wyznaczyła do prowadzenia tego spotkania niemieckiego arbitra – Tobiassa Stielera. To nazwisko kibice z Belgradu mogą pamiętać doskonale – i to z bardzo przykrego dla nich powodu.
Crvena spróbuje „odczarować” sędziego
W poprzednim sezonie Ligi Mistrzów Stieler prowadził starcie pomiędzy AS Monaco a Crveną zvezdą. Francuski zespół nie dał wtedy rywalom najmniejszych szans i rozgromił ich aż 5:1. Na listę strzelców wpisali się między innymi Takumi Minamino (dwa gole), Breel Embolo czy Wilfried Singo. Honorowe trafienie dla Serbów padło po rzucie karnym wykorzystanym przez Cherifa N'Diaye.
Właśnie ten mecz – rozegrany 22 października 2024 roku – zapisał się w pamięci wielu serbskich kibiców, którzy teraz z bólem serca przypominają sobie ten moment. W środę znów czeka ich pojedynek sędziowany przez niemieckiego arbitra, chociaż wierzą, że teraz przy Bułgarskiej pójdzie im lepiej, niż na terenie księstwa.
Fakt, że sędzią tego meczu będzie Stieler, z pewnością nie pozostanie bez echa. To arbiter doświadczony, wielokrotnie prowadzący mecze fazy pucharowej europejskich pucharów. Jednak w kontekście Crvenej jego nazwisko może przywoływać niezbyt pozytywne wspomnienia.
Poznaniacy z kolei będą liczyć, że ten sam sędzia, który widział Serbów w trudnych chwilach, pomoże sprawiedliwie zarządzać spotkaniem na ich korzyść. Choć oczywiście o wyniku zdecydują przede wszystkim piłkarze.
Niestety, w Polsce również nie wspominamy najlepiej Stielera, jeśli chodzi o mecze naszych klubów w pucharach. To własnie ten sędzia prowadził mecz Legii z ekipą Qarabag FK w październiku 2020, który zakończył się bolesną domową porażką 0:3 warszawskiej ekipy.
