Robert Lewandowski może zarabiać w Chicago Fire ogromne pieniądze, ale równie imponująco wyglądałaby kwota, którą musiałby oddać fiskusowi. Jeśli potwierdzą się spekulacje o pensji na poziomie 10 milionów dolarów rocznie, podatki w USA mogłyby pochłonąć ponad 4 miliony dolarów.
Na razie trzeba zaznaczyć jedno: kwota 10 milionów dolarów nie została oficjalnie potwierdzona. W doniesieniach pojawia się informacja, że Lewandowski miałby należeć do najlepiej opłacanych piłkarzy MLS, ale konkretna pensja pozostaje elementem medialnych spekulacji.
Gdyby jednak przyjąć taki wariant, rachunek podatkowy byłby bardzo wysoki. Przy dochodzie rzędu 10 milionów dolarów rocznie łączny federalny i stanowy podatek dochodowy można szacować na około 4,14 miliona dolarów. To oznacza efektywną stawkę w okolicach 41,4 procent.
Największą część tej kwoty stanowiłby podatek federalny. W USA system jest progresywny, a najwyższy próg wynosi 37 procent. Przy tak wysokiej pensji zdecydowana większość dochodu trafia właśnie do najwyższego progu. Do tego dochodzi podatek stanowy w Illinois, gdzie leży Chicago. Wynosi on 4,95 procent.
W uproszczeniu wyglądałoby to tak: około 3,66 miliona dolarów podatku federalnego i blisko 500 tysięcy dolarów podatku stanowego. Razem daje to nieco ponad 4,1 miliona dolarów rocznie. A to nadal nie musi być koniec obciążeń.
W przypadku sportowców dochodzi jeszcze tzw. „jock tax”, czyli opodatkowanie w stanach, w których zawodnik rozgrywa mecze wyjazdowe. Znaczenie mogą mieć też składki, odliczenia, prowizje czy status rezydencji podatkowej. Realne rozliczenie byłoby więc bardziej skomplikowane niż proste zsumowanie dwóch stawek.
Lewandowski według najnowszych doniesień ma być blisko przenosin do Chicago Fire po zakończeniu pobytu w Barcelonie. Do czasu oficjalnego komunikatu klubu sprawa nie jest jednak formalnie zamknięta. Jedno można już powiedzieć: jeśli pensja rzeczywiście zbliży się do 10 milionów dolarów rocznie, amerykański fiskus także będzie jednym z beneficjentów tego transferu.

