Nils Frederiksen po wyeliminowaniu Lecha Poznań z rozgrywek o Puchar Polski wziął na siebie odpowiedzialność za brak świeżości w zespole, sugerując błędy w rotacji składem. Porażka 0:1 z Górnikiem Zabrze kończy marzenia Poznaniaków o zdobyciu tego trofeum w bieżącym sezonie.
Po przegranym meczu pucharowym z Górnikiem Zabrze szkoleniowiec „Kolejorza” wprost przyznał, że intensywny kalendarz odcisnął piętno na postawie jego podopiecznych.
„Nie chcę używać tego jako wymówki, ale miałem wrażenie, że niektórym zawodnikom, którzy w ostatnich tygodniach byli w topowej formie, dziś brakowało energii” – stwierdził Niels Frederiksen. Trener uderzył się w pierś w kwestii doboru personaliów, dodając: „Być może powinienem dokonać większej liczby rotacji”.
Mimo ogólnego zmęczenia, Duńczyk pozytywnie ocenił występy zawodników, którzy rzadziej pojawiali się w wyjściowej jedenastce. Mateusz Skrzypczak oraz João Moutinho rozegrali pełne 90 minut, co zdaniem trenera przełożyło się na poprawę stabilności w tyłach względem poprzedniego starcia z Rakowem. Frederiksen podkreślił, że przy obecnym natężeniu meczów rotacja w obrębie 12–13 zawodników jest koniecznością, a same zmiany personalne nie były bezpośrednią przyczyną przegranej.
O losach awansu przesądziły detale, wśród których najjaśniej świeci niewykorzystany rzut karny. Decyzją trenera do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł prawy obrońca, Joel Pereira, co wzbudziło spore kontrowersje wśród obserwatorów. Frederiksen bronił jednak tego wyboru, tłumacząc, że etatowy wykonawca, Mikael Ishak, nie przebywał już wówczas na boisku.
„Joel zazwyczaj świetnie radzi sobie z takimi wyzwaniami, ale w piłce pudła się zdarzają” – skomentował szkoleniowiec, wskazując jednocześnie na błędy w ustawieniu defensywy przy straconej bramce jako równie istotny czynnik.
Druga połowa spotkania przebiegała pod znakiem totalnej dominacji Poznaniaków, którzy zepchnęli Zabrzan do głębokiej obrony. Mimo kontroli nad przebiegiem zdarzeń i seryjnego stwarzania okazji, Lech nie zdołał przełamać szczelnego muru przeciwnika.
Frederiksen zwrócił uwagę na powolną fazę przejścia z obrony do ataku oraz brak dynamiki w działaniach ofensywnych.
„Spodziewałem się, że w końcu przełamiemy ich defensywę, bo mieliśmy kilka okazji, ale czasami futbol bywa brutalny – nie strzelasz i przegrywasz” – podsumował opiekun Lecha, podkreślając ambitne plany klubu, które po tym meczu legły w gruzach.
