Wisła Płock staje przed realnym zagrożeniem zakończenia rozgrywek poza czołową dziesiątką tabeli, choć jeszcze stosunkowo niedawno zajmowała pozycję lidera. Taki scenariusz może sprawić, że w przyszłym sezonie mało kto będzie już postrzegał ekipę Mariusza Misiury jako niewygodnego i groźnego rywala.
O końcowym sukcesie lub porażce zadecyduje nadchodzący pojedynek w ostatniej kolejce, w której Wisła Płock zagra na wyjeździe z Lechem. Kolejorz wyjdzie na to spotkanie przed własną publicznością z potężną motywacją, ponieważ bezpośrednio po meczu odbierze puchar za mistrzostwo kraju.
Dla gości ewentualna przegrana oznacza piąty z rzędu pojedynek bez zdobyczy punktowej. W takim scenariuszu zespół prowadzony przez Mariusza Misiurę może osunąć się nawet na na 12. pozycję w tabeli.
Sprawi to, że klub, który jeszcze niedawno walczył o TOP 4, wyląduje poza pierwszą dziesiątką, a za kilka miesięcy kibice będą go wspominać jedynie jako ekipę, która chwilowo wykorzystała słabszy okres faworytów.
Dramatyczną sytuację Płocczan obrazują twarde dane z rundy wiosennej. W ostatnich 15 spotkaniach Wiślacy zdobyli zaledwie 15 punktów. Taki dorobek czyni ich jedną z najgorszych drużyn w całej stawce. W lidze w tym okresie słabiej wypada jedynie Cracovia, która w ostatniej serii gier stoczy bezpośrednią walkę o ligowy byt, oraz Nieciecza – ten klub zdążył już oficjalnie spaść z ligi.
Wisła Płock przed startem rozgrywek była uznawana za zespół powszechnie skazywany na spadek. Do najwyższej klasy rozgrywkowej awansował bowiem jako beniaminek, uzyskując promocję dopiero po meczach barażowych. Tymczasem początek zmagań okazał się rewelacyjny. Płocczanie przez całą jesień toczyli zacięty bój o fotel lidera, a przerwę zimową spędzili na pierwszym miejscu w tabeli, zyskując w pełni zasłużone miano „rewelacji” ligi.
Gdyby jednak nie ta spektakularna runda jesienna, podopieczni Mariusza Misiury znajdowaliby się teraz w bezpośrednim sąsiedztwie strefy spadkowej. Że taki obrót spraw jest w sporcie możliwy, udowadnia przykład Legii. Warszawski klub zimą znajdował się na czerwonym miejscu w tabeli, oznaczającym degradację, a obecnie zdołał już wyprzedzić Płocczan i wciąż zachowuje realne szanse na grę w europejskich pucharach.
Wisła pozostaje jedynym beniaminkiem, któremu udało się w tym sezonie utrzymać w Ekstraklasie, co nie zmienia faktu, że wszystko wskazuje na to, iż kolejne rozgrywki będą dla Nafciarzy niezwykle ciężkie i widać to już teraz.

