Poniedziałek przyniósł już duże zmiany na ławkach Rakowa Częstochowa i Korony Kielce, ale niewykluczone, że na tym się nie skończy. Coraz trudniejsza jest także sytuacja Ante Šimundžy w Śląsku Wrocław, który przegrał pięć kolejnych meczów i od dziewięciu spotkań czeka na zwycięstwo.
Wrocławianie po 11 kolejkach mają zaledwie sześć punktów i zajmują miejsce w dolnych rejonach tabeli. Jeszcze bardziej niepokojący jest jednak sposób, w jaki tracą kolejne punkty.
Po dłuższej przerwie w rozgrywkach Śląsk miał wrócić odmieniony, ale skończyło się porażkami 1:4 z Lechem Poznań i 2:3 z Motorem Lublin. W dwóch spotkaniach drużyna straciła aż siedem bramek.
Problem nie dotyczy już więc pojedynczego kryzysu formy. Śląsk ma 22 stracone gole po 11 kolejkach i tylko jedno czyste konto. Coraz częściej pojawiają się też pytania o decyzje samego Šimundžy. Zespół lepiej wygląda wtedy, gdy gra odważnie i agresywnie, ale bardzo często cofa się głęboko, mimo że właśnie przy takim ustawieniu popełnia najwięcej błędów.
Po meczu z Motorem trener przyznał, że jego drużyna nie była w stanie skutecznie założyć pressingu. To szczególnie niepokojące, bo właśnie nad tym elementem Śląsk miał pracować w trakcie przerwy.
Sytuacja szkoleniowca jest jednak skomplikowana także z powodów finansowych. Jego kontrakt obowiązuje do końca sezonu 2027/2028, więc ewentualne zwolnienie oznaczałoby dla klubu dodatkowe koszty. To nie zmienia faktu, że cierpliwość w gabinetach ma się podobno kończyć.
Šimundža ma za sobą zasługi z poprzedniego sezonu, kiedy pomógł Śląskowi wrócić do Ekstraklasy. Obecne wyniki są jednak coraz trudniejsze do obrony.
Po dzisiejszych decyzjach w Rakowie i Koronie rynek trenerski w Ekstraklasie zrobił się wyjątkowo gorący. Jeśli Śląsk szybko się nie poprawi, nazwisko Šimundžy może być kolejnym, które pojawi się na liście zwolnionych.

