Aleksandar Vuković obejmuje stery w Widzewie Łódź, by powalczyć o utrzymanie z Legią Warszawa – klubem, do którego nie trafił latem przez osobistą decyzję Dariusza Mioduskiego. Na tym nie koniec – w maju dojdzie do hitowego starcia przy Łazienkowskiej, gdzie nie można wykluczyć dramatycznych okoliczności.
Historia zatacza koło w najbardziej niespodziewanych okolicznościach dla obu zasłużonych klubów. Choć w czerwcu 2025 roku Michał Żewłakow widział Vukovicia w roli szkoleniowca Legii, do porozumienia nie doszło. Mateusz Borek w rozmowie z „Kanałem Sportowym” ujawnił, że to nie opór trenera, a wizja właściciela klubu zablokowała ten ruch.
Jak przyznał Borek:
„Dariusz Mioduski wolał zatrudnić biznesmena z Bukaresztu niż Vukovicia, który zna każdą kępkę trawy i każdy centymetr każdego gabinetu przy Łazienkowskiej”.
Decyzja ta sprawiła, że szkoleniowiec, mimo wyrażonej chęci pracy w Warszawie, musiał szukać zatrudnienia gdzie indziej. Ostatecznie trafi do Widzewa Łódź.
Obecna sytuacja w tabeli PKO BP Ekstraklasy jest dla obu ekip krytyczna. Po 23 rozegranych kolejkach Legia Warszawa z dorobkiem zaledwie 25 punktów zajmuje 16. miejsce, otwierając strefę spadkową. Tuż za jej plecami, na 17. pozycji, znajduje się właśnie Widzew Łódź, który zgromadził 24 punkty.
W tym kontekście kluczowa staje się 31. kolejka zaplanowana na maj 2026 roku. To właśnie wtedy Aleksandar Vuković przyjedzie na stadion przy ulicy Łazienkowskiej 3 jako trener łódzkiej drużyny. Kibice i komentatorzy z ironią zauważają, że szkoleniowiec może walczyć o ligowy byt bezpośrednio ze swoim byłym klubem. Gdyby wówczas Marek Papszun musiał pożegnać się z ligą lub byłby to właśnie „Vuko”, na naszych oczach powstałaby historia rodem z najlepszych filmów sportowych.
