Mohamed Salah wyrasta na głównego bohatera letniego okna transferowego po tym, jak wygasł jego kontrakt z Liverpoolem. Egipcjanin, który na Anfield spędził dziewięć lat i sięgnął po najważniejsze trofea, jest obecnie wolnym agentem. Jak donoszą media, jego przeprowadzka do Arabii Saudyjskiej stanęła pod dużym znakiem zapytania.
Sytuacja jest o tyle zaskakująca, że zainteresowane kluby, takie jak Al-Hilal i Al-Qadsiah, dysponują niemal nieograniczonym budżetem. Mimo to finansowe oczekiwania 34-letniego skrzydłowego wywołały konsternację u saudyjskich działaczy. Salah w Liverpoolu zarabiał około 400 tysięcy funtów tygodniowo, a teraz liczy na jeszcze bardziej lukratywny pakiet, obejmujący gigantyczną premię za podpis, prawa do wizerunku oraz liczne bonusy komercyjne. Negocjacje utknęły w martwym punkcie, bo szejkowie zaczęli dokładniej liczyć pieniądze.
Koniec ery bezmyślnego wydawania pieniędzy w Arabii Saudyjskiej?
Choć Al-Hilal jest wspierane przez Kingdom Holding Company, a Al-Qadsiah przez giganta Saudi Aramco, rynek transferowy w tym regionie staje się coraz bardziej selektywny. Działacze muszą rozstrzygnąć, czy oferowanie rekordowego kontraktu zawodnikowi w tym wieku jest rozsądnym planowaniem długoterminowym. Salah wciąż gwarantuje gole i ogromną wartość marketingową jako najpopularniejszy arabski piłkarz świata, ale saudyjskie kluby nie chcą już płacić każdej kwoty bez mrugnięcia okiem, co stawia przyszłość napastnika w niepewności.
W tle rozmów pojawia się wątek Michaela Edwardsa, byłego dyrektora Liverpoolu, który może objąć wysokie stanowisko w Al-Hilal. To właśnie on sprowadził Salaha do Anglii z AS Roma w 2017 roku. Jeśli jednak Egipcjanin nie obniży swoich wymagań, nawet ta znajomość może nie wystarczyć do sfinalizowania transakcji. Na ten moment żadna ze stron nie zamierza ustąpić, a Salah ryzykuje pozostanie bez klubu, jeśli nie znajdzie porozumienia z najbogatszymi graczami na rynku.
